Marek Wielgo
Od 1992 roku jestem dziennikarzem „Gazety Wyborczej”. Od 16 lat w dziale gospodarczym „Gazety”, gdzie zajmuje się nie tylko problematyką związaną z budownictwem i rynkiem nieruchomości (w tym m.in. kwestiami finansowymi), ale także reprywatyzacją i rynkiem zamówień publicznych. Wielokrotnie wyróżniany nagrodami, w tym m.in. honorowym medalem im. Króla Kazimierza Wielkiego za propagowanie na forum „Gazety Wyborczej” zarządzania jakością, popularyzację wzorców dobrej jakości w budownictwie i gospodarowaniu nieruchomościami (w 2003 r.). W 2001 r. i 1999 r. nominowany do prestiżowej nagrody dziennikarskiej pisma „Press” w kategoriach „dziennikarstwo specjalistyczne” oraz „news”.
RSS


RSS
poniedziałek, 30 marca 2009

Pod względem znajomości marki niekwestionowanym liderem wśród warszawskich deweloperów jest J.W. Construction. Na drugim miejscu znalazł się Dom Development, a na trzecim - Budimex Nieruchomości - wynika z badań spółki Nowy Adres i Millward Brown SMG/KRC.

J.W. Construction miała 57 proc. wskazań w kategorii „znajomość spontaniczna”, i aż 78 proc.  wskazań w kategorii „znajomość wspomagana”. W poprzedniej edycji badań firma ta otrzymała odpowiednio 54 i 74 proc. wskazań.

W porównaniu z ubiegłym rokiem awans z miejsca trzeciego na drugie odnotował Dom Development, który w badaniu znajomości spontanicznej dostał 32 proc. głosów i 48 proc. w kategorii znajomości wspomaganej. Działająca głównie w stolicy firma, podobnie jak J.W. Construction, jest notowana na warszawskiej giełdzie.

Na trzecie miejsce spadł Budimex Nieruchomości z 25 proc. wskazań znajomości spontanicznej i 42 proc. wspomaganej (w ubiegłym roku było to odpowiednio 26 i 45 proc.). Budimex Nieruchomości wchodzi w skład Grupy Budimex. Oprócz Warszawy, Budimex Nieruchomości jest obecny i rozpoznawalny również w  Poznaniu oraz Krakowie. W stolicy Wielkopolski zajęła drugie miejsce z 23 proc. znajomości spontanicznej, a w Krakowie trzecie z 20 proc.

W tegorocznej edycji badań dodano pytanie o firmy uważane za najlepsze. W tej kategorii kolejność była podobna. I tak, J.W. Construction 30 proc., Dom Development 20 proc., Budimex Nieruchomości 15 proc.

Prezes spółki Nowy Adres Katarzyna Cyprynowska ocenia, że dla Polaków najważniejszym kryterium stosowanym podczas poszukiwania mieszkania pozostaje cena. Dla wielu ludzi najlepszą firmą deweloperską jest więc ta, która może im zaoferować mieszkanie na ich kieszeń.

Do pierwszej dziesiątki najbardziej znanych firm zakwalifikowały się także Spółdzielnia Mieszkaniowa Włodarzewska, APM Development, Echo Investment, Edbud, Dolcan, Eko Park i Acciona Nieruchomości.

 

To, że J.W. Construction jest najbardziej znaną firmą deweloperską w stolicy nie powinno dziwić. Ale czy jest firmą najlepszą? Przyznaję, że zaskoczyła mnie jej tak wysoka pozycja. Sądziłem, że do J.W. Construction na zawsze przylgnie zła opinia na temat jakości budowanych przez tę firmę mieszkań. Jak widać ten stereotyp jest już nieaktualny.

Jaką metamorfozę przeszła J.W. Construction niech świadczy ten wywiad, który przeszło pięć lat temu przeprowadziłem z właścicielem firmy Józefem Wojciechowskim. W czasie rozmowy o mało nie wyprosił mnie ze swojego gabinetu. Jednak szybko opanował nerwy. Od tego czasu darzymy się nawzajem szacunkiem.

Oto fragment tego wywiadu.

Marek Wielgo: Zauważyłem, że od niedawna JW Construction Holding bardziej zaczął dbać o wizerunek, np. pomógł wyremontować pomieszczenia stołówki i łazienki dla najuboższych, a na swoich stronach internetowych szczyci się nagrodą Firma Roku 2003 przyznawaną przez Polski Klub Biznesu czy certyfikatem ISO...

Józef Wojciechowski: Dosyć późno zaczął nas pan dostrzegać. Już dwa lata temu wydaliśmy około miliona złotych na budowę obiektu dla samotnych matek i ciągle uczestniczymy w akcjach, które są potrzebne ludziom.

No tak, ale dla potencjalnych klientów chyba o wiele ważniejsze są informacje, kto jest właścicielem spółki i kto nią zarządza? Dlaczego na stronach internetowych firmy nie ma żadnych informacji na ten temat?

- Na strony internetowe nie zaglądam zbyt często. Ale rzeczywiście jest to przeoczenie, że nie ma tych informacji.

(...)

A co Pan powie o budowie osiedli w podwarszawskich Ząbkach? Przecież bloki powstały na terenach, które - zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego - były zarezerwowane pod budownictwo jednorodzinne. Prokuratura wniosła nawet w tej sprawie oskarżenie do sądu m.in. przeciwko burmistrzowi Ząbek oraz Pana pracownikowi, który odpowiadał za tę inwestycję.

- Cofnijmy się o dziesięć lat. Czy pamięta Pan, jakie były uwarunkowania, gdy powstawała "Gazeta Wyborcza", jaka była wtedy jej jakość, a jaka jest dzisiaj. Dziesięć lat temu burmistrz, który był w Ząbkach, i jego zastępca nie mieli pojęcia, gdzie i co można budować. Plan? Kto się wówczas nad tym zastanawiał. Nikt! Była działka do zabudowy i to wszystko. Ja też się nie zastanawiałem, bo przyjechałem właśnie z Ameryki i nie znałem jeszcze zbyt dobrze polskich realiów. Pewnie, że to było przeoczenie, dziś zresztą nie do pomyślenia. Ale stało się.

A jakim cudem udało się Pana firmie wybudować domy w podwarszawskich Markach na działce, przez którą - zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego - ma przebiegać droga wojewódzka? Mieszkańcy skarżą się, że domy zbudowane na dawnych bagnach mogą nie wytrzymać drgań. Już teraz pękają ściany, bo Pana firma nie dostosowała konstrukcji budynków do warunków geotechnicznych.

- To jest rzecz wyssana z palca. Nie ma żadnego zapadającego się budynku, nie było żadnych bagien. Zapewniam, że kupując grunt, wyznaczyliśmy teren pod drogę, która ma tam kiedyś powstać. To jest do sprawdzenia. Jeśli Pan sobie zażyczy, przyniosę wyrys tego osiedla, gdzie ta droga jest wyznaczona.

A co do zagrożenia? Nie będzie żadnych drgań, bo jak się buduje drogę biegnącą przez osiedle mieszkaniowe, oddziela się je specjalnym ekranem.

A jak udało się Panu załatwić pozwolenie na użytkowanie budynków wybudowanych niezgodnie z projektem? Według "Gazety Dom" w Ząbkach powstały budynki o dwie kondygnacje wyższe, niż przewidywał projekt, który uwzględniało pozwolenie na budowę.

- Cóż mogę powiedzieć. To był pierwszy budynek, który realizowała firma. Ludzi mieliśmy takich, jakich mieliśmy. Po drugie, to nie były dwa piętra, tylko jedno. I faktycznie zdarzyło się tak w przypadku jednego budynku.

Ale jak się udało załatwić pozwolenie na użytkowanie?

- Myśli Pan, że ktoś liczył piętra? Wszedł inspektor, który pewnie całe życie był inspektorem w spółdzielni mieszkaniowej. Zobaczył, że budynek stoi, i podpisał. Tak było dziesięć lat temu. To były Ząbki, a nie centrum Warszawy!

Twierdzi Pan, że jak mało kto w naszym kraju zna się na budownictwie mieszkaniowym. Wyniki Pana firmy, przyznaję, są imponujące. Wielokrotnie się zastanawiałem, jak to możliwe, że firma o tak nieciekawej reputacji, jeśli chodzi o jakość budowanych mieszkań, robi aż tak oszałamiającą karierę. I wie Pan, do jakiego doszedłem wniosku? Pan pierwszy zrozumiał, że w Polsce, przy obecnym poziomie zamożności społeczeństwa i deficycie mieszkań, wygra nie ten deweloper, który buduje najlepiej i w najlepszych lokalizacjach, ale ten, który buduje najtaniej. Chyba jednak już najwyższy czas zmienić tę strategię, bo coraz trudniej jest działać bez współpracy z bankami, a te nie skredytują byle czego...

- Pan wydaje niewłaściwe opinie, bo mówiąc "byle czego", chce Pan powiedzieć, że my budujemy "byle co". Firma JW Construction wybudowała bardzo dużo mieszkań i jeśli zdarzyły się dwa czy trzy incydenty w ciągu dziesięciu lat, to proszę nie mówić, że firma buduje "byle co".

Jeśli chce Pan o niej uczciwie napisać, to proszę zauważyć także dobre rzeczy. Tę firmę weryfikują klienci. Czy 13,5 tys. sprzedanych mieszkań to "byle co"? Pana stwierdzenie bardzo mnie dotknęło.

Panie prezesie, nic na to nie poradzę, że na rynku zakorzeniła się nie najlepsza opinia o wykonawstwie firmy JW Construction.

- Nie zgadzam się z tym. Jeśli ta opinia się zakorzeniła, to tylko wśród naszej bliskiej konkurencji, której Pan wyjątkowo schlebia. Ale gdyby Pan podrążył, to zobaczyłby, że wszyscy mają takie same problemy, bo pracują z podobnymi ludźmi. Za dużo pracy włożyłem w tę firmę, za dużo ciężkich, nieprzespanych nocy, żeby Pan mi mówił "byle co".

Przepraszam, wycofuję słowo "byle co"...

- Pan cały czas tropi rzeczy, które nam nie wyszły. Nie chcę się ciągle bronić. Chcę się także chwalić, bo myśmy zrobili bardzo dużo. W naszych domach mieszka już kilkanaście tysięcy rodzin!

Czy firma ma dużo procesów?

- No, przypuszczam, że nie więcej niż "Gazeta Wyborcza" (śmiech). Pod każdą szerokością geograficzną znajdą się jacyś niezadowoleni klienci, a my mamy rocznie około 2 tys. klientów.

Posługujemy się materiałami, które są udoskonalane. Czy pamięta Pan, jakie mieliśmy okna kilka lat temu? Dziś są one zdecydowanie lepsze i dlatego odsetek niezadowolonych klientów spada. Jestem przekonany, że pod tym względem jesteśmy porównywalni z innymi firmami.

Czy sukces JW Construction to w dużej mierze zasługa Pańskich umiejętności i doświadczeń zdobytych w USA?

- W Stanach Zjednoczonych przez 13 lat wybudowałem około 4 tys. domów jednorodzinnych i około tysiąca mieszkań. Będąc dla Amerykanów przybyszem mówiącym obcym językiem, musiałem być dużo lepszy od miejscowych firm. Musiałem budować szybciej, lepiej i taniej. I myślę, że pewne normy wprowadziłem również w Polsce.

18:51, mieszkaniowyblox.pl
Link Dodaj komentarz »

Warto ratować budownictwo mieszkaniowe przed zapaścią, bo od tej branży zależy los bardzo wielu rodzin. Zwolnienia grożą nie tylko pracownikom firm deweloperskich i wykonawczych, ale także zakładów produkujących materiały budowlane, wykończeniowe i wyposażenia, np. sprzęt AGD.

Dobrze, że rząd próbuje rozruszać rynek dopłatami do kredytów mieszkaniowych. Ba, w budżecie znalazło się 500 mln zł na pomoc dla kredytobiorców, którzy stracą pracę. Poczułem jednak spory niesmak, kiedy wczoraj dowiedziałem się w resorcie infrastruktury, że na dopłaty do budowy czynszówek w ramach programu, który startuje od 1 kwietnia, jest zarezerwowanych zaledwie... 20 mln zł. A przecież to właśnie na takie mieszkania w dużych aglomeracjach (gdzie jest praca) czekają ludzie, których nie stać na własne mieszkanie bądź z różnych względów nie chcą go kupić.

Przez pięć ostatnich lat statystyczna gmina budowała jedno mieszkanie rocznie! Nie zmieniła tego obowiązująca od dwóch lat ustawa „o finansowym wsparciu tworzenia lokali socjalnych, mieszkań chronionych, noclegowni i domów dla bezdomnych". W obecnym kształcie nie przewiduje ona dotowania normalnych czynszówek komunalnych, czyli takich, których np. nie dotyczą socjalne normy powierzchni pokoi (maksymalnie 5 mkw. na osobę). Gminy nie palą się zaś do budowania mieszkań socjalnych, mimo iż budżetowa dotacja wypłacana przez Fundusz Dopłat przy Banku Gospodarstwa Krajowego sięga 30 proc. kosztów przedsięwzięcia. Ze 100 mln zł, które w ubiegłym roku budżet przeznaczył na ten cel, wykorzystały tylko nieco ponad połowę. Dlaczego? Samorządowcy nie za bardzo widzą sens uszczęśliwiania bezdomnych mieszkaniami o standardzie często o niebo wyższym niż w starych czynszówkach. Paradoksalnie eksmitowani np. za niepłacenie czynszu mieszkaliby w dużo lepszych warunkach niż ci, którzy czynsz płacą, a nie stać ich na własnościowe lokum.

Rząd zmodyfikował więc program. 30-proc. dopłata ma zachęcić gminy do budowania nowych mieszkań na wynajem. Klucze do nich mają dostawać lokatorzy, którzy zwolnią swoje dotychczasowe mieszkania - małe, kiepsko wyposażone. W nich zaś gminy lokowałyby bezdomnych (lokatorów z wyrokiem eksmisji).

Szkoda, że nowe zasady dofinansowania budownictwa komunalnego, które zaczną obowiązywać od jutra, przynajmniej w tym roku pozostaną niemal wyłącznie na papierze.

17:36, mieszkaniowyblox.pl
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 marca 2009

 

W sierpniu 2008 r. zakończyłem swój komentarz stwierdzeniem: Wszystkim, którzy wieszczą, że Polskę dosięgnie recesja, powiem tak: wtedy mieszkania rzeczywiście potanieją, tyle tylko, że to marna pociecha, bo nie będzie miał ich kto kupować. 

Przyznaję, że nie wierzyłem wówczas w ten czarny scenariusz. 

A o to, co na ten temat napisał ostatnio prezes firmy doradczej Reas Kazimierz Kirejczyk.

Sytuacja na rynku mieszkaniowym po dwóch miesiącach 2009 roku nie uległa istotnej poprawie. Skala obrotów wyraźnie zmalała i pozostaje na poziomie podobnym do IV kwartału 2008 roku. Podstawową przyczyną jest ograniczenie akcji kredytowej, wymuszające powrót do transakcji gotówkowych. Producenci materiałów domagają się pomocy państwa, firmy wykonawcze sygnalizują spadek zamówień. Firmy deweloperskie są zagrożone bankructwami, liczba rozpoczynanych inwestycji spadła o 80-90%. Wobec dramatycznego spadku liczby transakcji spadają ceny. W konsekwencji spada także wartość zabezpieczenia obecnych kredytów hipotecznych. Perspektywy dla branży są bardzo złe. Jednocześnie zauważalna jest skłonność do opisywania tych zjawisk oddzielnie i analizowania ich skutków w oderwaniu od tego, co dzieje się w innych branżach powiązanych łańcuchem zależności na rynku mieszkaniowym. Tymczasem grozi nam ciąg niekorzystnych zjawisk, które w konsekwencji zaowocują wyjątkowym spadkiem podaży. Spadek poziomu sprzedaży oznacza groźbę upadku firm deweloperskich, a z pewnością – wobec dramatycznego spadku skali kredytowania deweloperów – żadne nowe inwestycje nie będą rozpoczynane.  Oznacza to  z kolei załamanie na rynku wykonawstwa – masowe przechodzenie firm na działalność remontową i projekty infrastrukturalne jest założeniem nierealistycznym. W konsekwencji zapotrzebowanie na materiały i produkty budowlane spadnie wielokrotnie, podobnie jak zapotrzebowanie na materiały do wykańczania mieszkań. Oznacza to zwolnienia: w bankach, w firmach deweloperskich, budowlanych, u producentów materiałów, w hurtowniach i sklepach. Banki będą musiały zażądać od tysięcy rodzin dodatkowego zabezpieczenia – najlepiej hipotecznego – lub zwiększyć rezerwy.    W opiniach specjalistów, przedstawicieli rządu i mediach pojawia się opinia, że problem spowodowany został przez zbyt wysoką podaż mieszkań i zbyt wysokie w stosunku do możliwości nabywczych ceny.  Czy 37-40 tysięcy mieszkań w budowie na sześciu największych rynkach w Polsce to dużo czy mało? Na rynku zbliżonym do równowagi w każdym momencie w ofercie powinno znajdować się w przybliżeniu tyle mieszkań ile wynosi roczna skala sprzedaży (a także – jeśli rynek jest bliski równowagi – roczna skala produkcji). Jaki poziom produkcji powinien być utrzymany w Polsce?  Abstrahując od skali deficytu mieszkaniowego, poziom produkcji rzędu 130-140 tysięcy rocznie (3,4-3,7 na 1000 mieszkańców), z czego połowa realizowana przez firmy deweloperskie (ok. 65-70 tys. czyli 1,7-1,85 nowego mieszkania na 1000 mieszkańców) to poziom typowy dla krajów o nasyconym rynku mieszkaniowym. Można poziom ten ocenić jako zbliżony do optymalnego w przypadku Polski.Oznacza to, że na sześciu największych rynkach, na których realizowane jest ok. 2/3 krajowej produkcji deweloperskiej powinno być rocznie realizowanych około 43-47 tysięcy lokali.    Czy firmy deweloperskie i spółdzielnie rzeczywiście przesadziły ze skalą budownictwa? W 2007 roku „na sprzedaż lub wynajem” rozpoczęto budować w całym kraju ok. 78,7 tysiąca mieszkań, zaś spółdzielnie – ok. 8,7 tysiąca. W 2008 roku – w kategorii na sprzedaż lub wynajem – już tylko nieco ponad 67 tys. mieszkań, a w budownictwie spółdzielczym – 5,7 tys. Były to wprawdzie najlepsze wyniki od 2000 i 2001 roku, ale dalekie od szalonych poziomów budownictwa w krajach – europejskich rekordzistach takich jak Irlandia czy Hiszpania.  Czy problemem były rzeczywiście zawyżone ceny? W okresie pierwszych trzech kwartałów 2008, kiedy ceny ustabilizowały się lub zaczęły powoli spadać, sprzedaż mieszkań wprawdzie wyhamowała ale była na 3-5 krotnie wyższym poziomie niż obecnie. Dla przykładu na rynku warszawskim sprzedaż w okresie I-III kwartał 2008 przełożona na skalę roczną oznaczałaby około 11-12 tysięcy transakcji – poziom wprawdzie niezbyt wysoki, ale odpowiadający długoterminowym trendom sprzedaży.  Biorąc pod uwagę całkowity brak transakcji inwestycyjnych – był to całkiem dobry wynik.  Podsumowując: przy przeciętnym lub nieco niższym poziomie cen i przeciętnej skali kredytowania hipotecznego mieszkania obecnie znajdujące się w ofercie powinny być wchłonięta przez rynek w ciągu roku O ile spadnie liczba rozpoczynanych mieszkań? O ile nic się nie wydarzy – do poziomu poniżej 20 tysięcy w skali kraju, czyli dla branży - epoki kamienia łupanego, jak można określić czasy sprzed kredytowania hipotecznego. 

Spadek cen jest bezpośrednim skutkiem spadku liczby transakcji. Innymi słowy – towar tanieje ale kilkakrotnie szybciej maleje liczba osób, które za tę cenę rzeczywiście są w stanie mieszkania kupić.    Czy przy braku kredytów mieszkania za gotówkę wykupią  znów głownie spekulanci? Nie można tego wykluczyć. A kiedy akcja kredytowa powróci do normalnej skali - ceny błyskawicznie wzrosną.   

 

 

 

 


 

18:46, mieszkaniowyblox.pl
Link Komentarze (2) »

Sprawdziłem dziś w archiwum „Gazety”, że od 2003 r. napisałem 347 tekstów, w których pojawiły się słowa „mieszkanie” i „cena”. Dodam, że są to teksty, które podpisałem imieniem i nazwiskiem (czasem podpisuję się skrótem MAWI).

Przy okazji przypomniał mi się tekst z 10 lipca 2004 r., w którym Jacek Łaszek, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej i doradca prezesa NBP przewidział obecny kryzys na rynku nieruchomości. Ten tekst („Pięć kroków do kryzysu”) dedykuję tym, którzy twierdzą, że już w 2006 czy 2007 r. ostrzegali przed kryzysem.

Ponieważ tego tekstu nie znajdziecie w portalu Gazeta.pl, więc publikuję obszerny fragment.

 

Kredyty hipoteczne robią w Polsce zawrotną karierę. Popyt na nie rośnie, a banki zabijają się o klientów, nie przebierając w środkach. Tak zaczynały się kryzysy finansowe związane z rynkiem nieruchomości w większości krajów świata

Schemat jest prosty: najpierw gwałtownie rośnie akcja kredytowania nieruchomości, a ich ceny szybko pną się do góry; ponieważ popyt na kredyty jest duży, banki rozluźniają procedury udzielania kredytów, by przyciągnąć jak najwięcej klientów; kiedy banki orientują się, że przeholowały, zaczynają stosować bardziej rygorystyczne procedury, aby ograniczyć ryzyko; jednak w ten sposób obniżają popyt na nieruchomości, a w konsekwencji ich ceny pikują w dół; wystarczy, że dłużnicy przestaną spłacać kredyty, a wówczas banki zostają na lodzie, z o wiele mniej wartymi nieruchomościami stanowiącymi zabezpieczenie feralnych kredytów.

A co się dzieje w Polsce? Wartość udzielanych przez banki kredytów hipotecznych rośnie w błyskawicznym tempie. Np. w 2003 r. banki pożyczyły tylko na cele mieszkaniowe około 12 mld zł, czyli aż o 40 proc. więcej niż rok wcześniej! W tym roku padnie najpewniej nowy rekord. Jak się dowiedzieliśmy w piątek w Związku Banków Polskich (ZBP), w ciągu pięciu miesięcy wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych sięgnęła 5,7 mld zł.

Banki prześcigają się w oferowaniu coraz to lepszych i prostszych warunków udzielania kredytów mieszkaniowych (to już punkt drugi scenariusza kryzysowego). Dla wielkich banków, takich jak PKO BP, Pekao SA, Bank BPH czy Millennium, tego typu kredyty są dziś wręcz priorytetem. Mogą je więc uzyskać np. osoby pracujące na umowę o dzieło czy zlecenie, co jeszcze nie tak dawno temu było nie do pomyślenia. Ba, po kredyt mogą się zgłosić nawet ci, którzy nie mają oszczędności na wkład własny.

A to dopiero przedsmak tego, co nas czeka. Szef komitetu ds. finansowania nieruchomości przy Związku Banków Polskich (ZBP) Zbigniew Krysiak, który jest równocześnie wiceprezesem banku Inteligo oraz doradcą prezesa PKO BP, prognozuje przyrost akcji kredytowej o 3-4 mld zł rocznie. Jego zdaniem za pięć lat wartość tego rynku przekroczy 20 mld zł!

Krysiakowi i jego współpracownikom widmo krachu, choć - jak twierdzą - odległe, już teraz spędza sen z powiek. Jak wykazały badania Międzynarodowego Funduszu Walutowego, kryzysu na rynkach finansowych doświadczyła większość krajów na świecie. Nie ominął on np. Japonii, gdzie wskutek inwestycji spekulacyjnych ceny nieruchomości wzrosły o 350 proc. w ciągu dziesięciu lat. Załamanie się cen nieruchomości i papierów wartościowych przyszło na początku lat 90. W Japonii porównywano je z Wielkim Kryzysem w 1929 r.

Na razie banki są spokojne, bo kredyty mieszkaniowe należą do najlepiej spłacanych. Według ZBP zagrożonych jest tylko 9 proc. z nich, podczas gdy średnia dla całego portfela banków wynosi 25 proc. Komisję Nadzoru Bankowego niepokoi jedynie wciąż duża popularność kredytów w obcych walutach. Takie kredyty są narażone na ryzyko kursowe, które w naszym kraju jest wciąż stosunkowo wysokie. Jednak ostatnio udział tego typu kredytów w portfelach banków wyraźnie zmalał. Jak podaje ZBP, w ciągu pięciu miesięcy tego roku banki udzieliły blisko 50,4 tys. kredytów złotowych i tylko 10,8 tys. w walutach obcych.

Czy wtedy, gdy kredytów będzie kilka razy więcej, sytuacja nie zacznie się wymykać spod kontroli? Związek zapewnia, że zrobi wszystko, by do tego nie doszło.

- W czasie kryzysu bankrutują banki i przedsiębiorstwa. W konsekwencji ludzie tracą oszczędności, rośnie bezrobocie, spada stopa życiowa - opowiada Jacek Łaszek, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej i doradca prezesa NBP. - Nam na razie taki kryzys nie grozi, choćby dlatego, że zaangażowanie sektora bankowego w nieruchomości jest niewielkie (kredyty mieszkaniowe stanowią 4 proc. PKB, a na Zachodzie - 40-70 proc.) - uspokaja. A czy za pięć lat groźba kryzysu stanie się realna? - Owszem - przyznaje
17:47, mieszkaniowyblox.pl
Link Komentarze (1) »

Najpewniej wielu pamięta (i wypomina „Gazecie”) do dziś słynny tekst „Kupuj teraz! Taniej nie będzie!”. Powstał on równo sześć lat temu (w marcu 2003 r.), a jego autorem - niestety - nie byłem ja, choć mnie często się go przypisuje. Tekst można znaleźć tu: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33209,1355694.html

Pytanie za 100 pkt - czy ci, którzy posłuchali wówczas rady mojej koleżanki Kasi Klukowskiej, autorki tego tekstu, źle na tym wyszli? I czy tamte czasy (sytuacja na rynku mieszkaniowym - podaż mieszkań) nie wydają się dziś dziwnie znajome?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zupełnie inna była przyczyna i skala kryzysu gospodarczego. Efekt był jednak taki sam - w samej Warszawie ponad tysiąc gotowych pustostanów, a potem dramatyczne zahamowanie nowych inwestycji.

17:47, mieszkaniowyblox.pl
Link Komentarze (4) »