Blog > Komentarze do wpisu

Kupić mieszkanie, czy jeszcze poczekać?

Deweloperzy nacisnęli mocno na hamulec - powiedział prezes firmy doradczej Reas Kazimierz Kirejczyk w czasie środowej prezentacji wyników badań rynku deweloperskiego w czwartym kwartale 2011 r. Faktycznie, wygląda na to, że z kwartału na kwartał topnieje liczba mieszkań wprowadzanych przez deweloperów do sprzedaży. 

Rynek mieszkaniowy

To sygnał, że, jesli ten trend się utrzyma, oferta deweloperów zacznie się kurczyć. Jednak póki co bardzo daleki jestem od stwierdzenia typu: ludzie kupujcie mieszkania, bo już niebawem zacznie ich brakować, a wtedy zaczną rosnąć ceny!

Rynek mieszkaniowy

Rynek mieszkaniowy

Z drugiej strony, trochę irytujące są opinie niektórych analityków, że nie warto kupować mieszkania w 2012 r., bo za rok będzie taniej. Ta teza, choć ogólnie prawdziwa, wcale nie musi być taka, jeśli zaczniemy analizować sytuację w poszczególnych miastach, ich dzielnicach i pojedyńczych inwestycjach. Np. w Poznaniu ceny nowych mieszkań spadają, ale czy we wszystkich dzielnicach? Oto co pokazało badanie, które przeprowadziła w Poznaniu spółka Urbidom w październiku 2011 r. (metodą „tajemniczego klienta”). Pod uwagę wzięto 79 projektów dostępnych w sprzedaży z oferty 60 firm deweloperskich.

Poznań

Zakładam, że cena nie jest jedynym czynnikiem mającym wpływ na decyzje zakupowe Polaków. Ba, śmiem twierdzić, że w większości przypadków równie ważna jest lokalizacja mieszkania, jego standard i funkcjonalność, a także to, kto je buduje. Chcę przez to powiedzieć, że nie zawsze czekanie na dalszą obniżkę cen ma sens. Oczywiście, nie odważę się wskazać konkretnych przykładów. Sądzę jednak, że pewną wskazówką może być poziom tzw. przedsprzedaży. Jeśli np. budynek ma być oddany do użytku w pierwszej połowie tego roku, a sprzedana została tylko jedna czwarta mieszkań, to oznacza, że nie cieszą się one zbytnim zainteresowaniem. Warto zadać sobie wtedy pytanie, dlaczego? Może cena jest za wysoka, albo deweloper jest mało wiarygodny i ludzie boją się powierzać mu swoje pieniądze w trakcie budowy? Tak czy siak, warto wtedy poczekać. W Reasie twierdzą, że dopiero przy przedsprzedaży większej niż 60 proc., deweloper zaczyna zarabiać. Do tego czasu, co najwyżej jest w stanie obsługiwać zobowiązania kredytowe. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że gdy zacznie tracić płynność, obniży cenę.
Ale możemy też znaleźć interesujące nas mieszkanie w inwestycji, w której niesprzedanych jest np. 10 proc. lokali. Czy wtedy warto czekać aż deweloper obniży ich cenę? Jest to ryzykowne, bo ktoś może nam sprzątnąć to mieszkanie sprzed nosa. Oczywiście, nie można wykluczyć, że ostatnie lokale deweloper sprzeda z bonifikatą.

 Outlet mieszkaniowy

Np. Bouygues Immobilier Polska własnie poinformował, że otwiera pierwszy w Polsce Outlet Mieszkaniowy w budynku IBC przy Al. Armii Ludowej 14 w Warszawie. Wnętrze zostało podzielone na działy tematyczne oferujące różne kategorie produktów, m.in. Wyprzedaże, Końcówki Serii i Nowa Kolekcja. Głównym elementem wystroju mają być wieszaki odzieżowe, na których znajdą się plany poszczególnych mieszkań wydrukowane na płótnie. Każdy wieszak zostanie również opatrzony oznaczeniem rozmiaru, od najmniejszego do największego: np. „1 pokój”, „2 pokoje”, „3 pokoje” oraz metką z ceną. Największe obniżki dotyczyć będą mieszkań znajdujących się w specjalnych koszach: „Końcówki serii”. Trafią tam pojedyncze, ostatnie lokale z poszczególnych inwestycji

Sęk w tym, że mogą one nie spełnić naszych oczekiwań dotyczące metrażu czy funkcjonalności. Rzecz jasna, może się też okazać, że ktoś kto nie ma typowych oczekiwań, trafi na super okazję.
Jaki z tego morał? Ci, którzy chcą kupić mieszkania, na które jest największy popyt (dwa, trzy pokoje o powierzchni 35-55 m kw.), już teraz powinni wyruszyć na łowy. Więcej czasu do namysłu mają zaś ci, którzy mogą sobie pozwolić na znacznie większy metraż (od 80 m kw. w górę). Im większe jest bowiem mieszkanie, tym większe prawdopodobieństwo spadku ceny ze względu na kurczące się możliwości kredytowe Polaków. 

Rynek mieszkaniowy

Im mniejszy lokal, tym droższy metr

Bardzo ciekawe są także dane Reasa, które pokazują, jak duże są zapasy mieszkań w badanych przez tę firmę aglomeracjach. Np. w Warszawie w ofercie deweloperów było pod koniec grudnia 18,2 tys. mieszkań (w tym ponad 4 tys. gotowych), Gdyby w kolejnych kwartałach utrzymało się to tempo sprzedaży z czwartego kwartału ubiegłego roku, a deweloperzy nie zaczynali nowych inwestycji, to zapasy wystarczyłyby na ponad półtora roku. Podobna sytuacja jest także w pozostałych aglomeracjach.Rynek mieszkaniowy
Widać, że deweloperzy najbardziej przeszarżowali we Wrocławiu, gdzie mimo stosunkowo dobrej sprzedaży, mieszkań wystarczyłoby nawet na dwa lata! Najprawdopodobniej właśnie tam można spodziewać się w tym roku największych przecen. Natomiast najmniej prawdopodobne są one w Trójmieście.

 

czwartek, 02 lutego 2012, mieszkaniowyblox.pl

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/02 17:44:30
@mieszkaniowy
daleki jestem od stwierdzenia typu: ludzie kupujcie mieszkania, bo już niebawem zacznie ich brakować, a wtedy zaczną rosnąć ceny!

i słusznie :)
Jeśli developerzy nagle przestaną budować mieszkania, to nie będzie brakować lokali mieszkalnych
Po prostu będzie ich liczba będzie wolniej rosnąć (budować będą jedynie prywatni inwestorzy budujący dla siebie - domy itp.)
Żeby mieszkań brakowało, należałoby burzyć istniejące budynki mieszkalne.

Nie wiem, ile jest teraz lokali mieszkalnych w Polsce... ale załóżmy, że około 15 milionów (wliczając w to domy jednorodzinne). Załóżmy, że przybywa 100 000 domów rocznie + 200 000 mieszkań od developerów.
Aby lokali mieszkalnych zaczęło brakować, musiałoby ich ubywać - np. gdyby ich liczba spadła do 13 milionów... a tymczasem ich przybywa i raczej ta tendencja się nigdy nie zmieni.
gdy jakiś analityk mówi, że "mieszkań będzie brakować", zastanawiam się, czy chodzi o wojne atomową, czy o upadek meteorytu, a może o cudowne rozmnożenie Polaków?
-
2012/02/02 19:34:14
Ja bym jeszcze zaczekał i to co najmniej kilkanaście miesięcy. Ja wiem, że Pan nie wyobraża sobie cen w Wawie na poziomie 4 tys., ale ja mam widać bardziej rozbudowaną wyobraźnię.

Jak matka kupował chyba w 2006 r. mieszkanie i frank był po 3,2 to nie mogłem sobie wyobrazić, że 2 lata później będzie nawet po 1,97 zł. Wtedy natomiast nie przyszło mi do głowy, że po kolejnych 2 latach może być po 3,7 zł. Tak więc teraz jestem wstanie wyobrazić sobie, że developerzy, sprzedający działki, produkujący materiały budowlane itp. dostosują się z cenami do możliwości Polaków a raczej życie wymusi to dostosowanie (chyba, że rząd wymyśli kolejną kroplówkę dla branży).

ps. komentarz wk poz w pełni zasadny, ale zaraz pojawi się kolejny mityczny argument dla wzrostów, że w Polsce trzeba wyburzyć pierdylion mieszkań. A to, że kończy się wyż początku lat 80., ludzie dalej wyjeżdżają i zostają na prawdziwym Zachodzie, że się nadal dużo buduje - to wszystko bzdury, za 10 lat przyjedzie za chlebem 10 mil. Chińczyków i wykupi wszystkie mieszkania. Tak więc teraz to już prawie ostatnia szansa.
-
2012/02/02 21:38:06
Dlaczego autor pomija zupełnie Górny Śląsk w swoim artykule, najbardziej zurbanizowany region w Polsce (w aglomeracji katowickiej mieszka więcej ludzi, niż w Warszawie)?!
-
2012/02/03 07:05:03
Jeżeli człowieku wystarczy Ci 50 m kw, to kupuj mieszkanie. Jeżeli chcesz mieć w jednym miejscu rodzinę wielopokoleniową to buduj dom.
-
2012/02/03 09:09:54
Tak naprawdę to wszystko zależy od dostępności kredytów. Mało kogo stać na to, żeby wyłożyć kilkaset tysięcy z własnej kieszeni. Jeśli banki mocno ogranicza przyznawanie kredytów hipotecznych lub będą przyznawać mniejsze kwoty, to przełoży się to na spadek zainteresowanych kupnem mieszkania, a tym samym na obniżki cen.
-
2012/02/03 10:28:24
Cóż rynek jest niestabilny.
Moim zdaniem głównym wyznacznikiem spadku/wzrostu cen mieszkań jest dostępność kredytów. Jeżeli banki będą chętnie dawać kredyty (wykażą się optymistycznym podejściem do zdolności kredytowych + ustalą marże na przyjaznym poziomie) to ceny mieszkań się zatrzymają lub nawet zaczną wzrastać (małe metraże). A jak banki przykręcą kurek z kredytami to ceny mieszkań będą spadać i spadać.
Na razie banki raczej przykręcają śrubę, więc w najbliższym czasie ceny będą mieć raczej tendencję spadkową. Ale za rok wszystko może się zmienić.
-
2012/02/03 10:38:45
Ale czemu cytuje Pan raporty dewelopera?
Mieszkam w Poznaniu. Wyliczenia wyliczeniami. Rzeczywistość rzeczywistością.
Deweloperzy sprzedają coraz taniej, coraz częściej krzycząc o tym głośno. Ich budynki wciąż stoją puste (!!!). Nie ma stabilizacji (jak pokazują wykresy). Koniec zeszłego roku to była wielka nagonka na koniec RnS/nowe wytyczne itp. To było ostatnie strzyżenie owiec. Teraz na tej podstawie próbuje się budować wrażenie, że to jest trend.
Panie Marku... deweloperzy już się odgrażali pod koniec 2008 że przestaną budować i co? Tak samo będzie teraz. Piekarnia nie może się odgrażać, że przestanie piec, bo nie będzie miała z czego żyć. Nie mówiąc o notowaniach giełdowych... itd itp... Jak dla mnie znowu się Pan najadł grzybków halucynogennych (zdarza się...)
-
2012/02/03 10:40:59
Jeszcze cytat z dewelopera urbico:
"Spadki są jednak coraz słabsze, a sytuacja wyraźnie się stabilizuje." (strona 3).
Ile razy to już słyszeliśmy???
-
2012/02/03 12:23:42
Szanowni Państwo, ja nie kwestionuję tego, że utrzymuje się trend spadkowy w cenach mieszkań. Próbowałem jednak zasygnalizować, że dzielnica dzielnicy, projekt projektowi nierówny. Ba, może się okazać, że to co jest przeceniane, to mało chodliwy towar ze względu na wielkość powierzchni czy użytkowe atrybuty mieszkania. Innymi słowy, załóżmy, ze szukamy dwupokojowego mieszkania o powierzchni 45 m kw. w dobrej lokalizacji i do tego budowanego przez solidnego dewelopera. Prawdopodobnie okaże się, że takie lokale zostały szybko wyprzedane, albo deweloper nie będzie chciał gadać o żadnej obniżce. Co innego ponad 80-metrowe lokale. Tu zakładam, że pole do negocjacji jest całkiem duże (zwłaszcza, jeśli mieszkanie pochodzi z okresu boomu).
Oczywiście zgadzam się z Państwem, że popyt na mieszkania będzie zależał od skłonności banków do udzielania kredytów. Chcę jednak zwrócić uwagę, że ta skłonność, wbrew temu co się ostatni mówi i pisze w mediach, jest całkiem duża. Szczęśliwie skończyły się jednak czasy, gdy po kredyty mogli sięgać przysłowiowi gołodupcy. Przepraszam jeśli kogoś uraziłem, ale ja jestem jeszcze z tego pokolenia, które za normalne warunki kredytowe uważa wymóg posiadania co najmniej 20-proc. wkładu własnego, zaś miesięczne obciążenie spłatą kredytu nie przekraczające 25 proc. zarobków netto. Dodam jeszcze, że w latach 90. marzyłem o jednocyfrowym oprocentowaniu kredytu. Zaciągnąłem go w 2000 r. w euro. Kosztował....9,4 proc. w skali roku (po kilku latach przewalutowałem na franki, i dziś płacę odsetki w wysokości ... 1,64 proc.). I jeszcze jedno, To mit, że w latach 90., czy na samym początku lat 2000. mieszkania były bardziej dostępne w relacji ceny do dochodu. Ta dostępność faktycznie radykalnie wzrosła w połowie lat 2000, ale te poprawę poprzedził kryzys, albo jak kto woli okres dekoniunktury, o którym dziś już pewnie mało kto pamięta. Różnica jest taka, że obecnie nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy i kiedy obecny kryzys się skończy. Po prostu żyjemy w anormalnych czasach. Z drugiej strony, trudno jest żyć z przekonaniem, że będzie gorzej. Mam nadzieję, że przeważy w nas optymizm.
-
2012/02/03 15:30:51
"jacgg
2012/02/02 21:38:06
Dlaczego autor pomija zupełnie Górny Śląsk w swoim artykule, najbardziej zurbanizowany region w Polsce (w aglomeracji katowickiej mieszka więcej ludzi, niż w Warszawie)?!"

Bo ceny na Górnym Śląsku źle wyglądają i potencjalny klient dewelopera mógłby się dowiedzieć, że za 4 tyś też da się wybudować mieszkanie i mieć jeszcze z tego przyzwoitą marżę, A tak po przeczytaniu artykułu pobiegnie do banku po kredyt i kupi wymarzone dwa pokoje w przekonaniu, że taniej być nie może.
-
2012/02/03 15:57:13
Och znowu Reas,Kirejczyk i Kuniewicz z tymi swoimi bzdurami które nigdy się nie sprawdzają. Sprzedaż leci na pysk,devy muszą budować ergo na koniec roku w Wawie ceny będą między 4k a 6k za m2. Już teraz na Mokotowie można znaleźć mieszkania za mniej niż 7 000zł.Taka Białołęka czy inny Tarchomin to będzie 4 000zł/m2 i jakbyście z Kirejczykiem nie zaklinali rzeczywistości to tak się to skończy.

P.S I- A co tam z loftami w Żyrardowie?Sprzedane wszystkie?W jakich cenach? :)
P.S. II- czemu już nie posiłkujesz się "raportami i analizami" Mistrz RE czyli Grząbki? Jest 2012 rok, właśnie osiągamy średnie ceny z Madrytu i 15kzł/m2. My forumowicze chcemy powrotu Grząbki :) W koncu jest patronem słynnej forumowej nagrody własnego imienia.
-
2012/02/03 17:08:23
Poczekac. Potem potrzeba tylko pol metra na dwa na poltora wglab.
-
2012/02/03 17:14:11
Mieszkania beda spadac cenowo i nic tego nie powstrzyma. Trudnosci z zdolnosciami kredytowymi, strach przed bezrobociem,niepewnosc co do wejscia Polski do strefy euro itd itd...Wielu developerow w tej chwili usiluje sie wrecz pozbyc ziemii kupowanej na topce cenowej albo przeprojektowuje budynki pod kątem mniejszych mieszkan.
prosze zwrocic uwage jak nikle jest zainteresowanie w skali kraju segmentem mieszkan o cenie powyzej 400 tyz zlp. Tylko warszawa z racji wysokich cen trzyma ponad 30% zainteresowanie co nie jest niczym dziwnym przy srednich cenach powyzej 7 tys za m.kw. W mniejszych miastach a juz w miastach naprawde malych za te pieniadze mozna spokojnie kupic duza dzialke i postawic kompletnie wykonczony dom i to wielopokoleniowy.Ja jeszcze na poczatku grudnia ub.roku sprzedalem niespelna 50 metrowe mieszkanie w bloku z wielkiej płyty na wawskim Mokotowie za prawie 400 tys.zlp.W tej chwili nie wiem czy poszłoby za 350 tys.
-
2012/02/03 17:32:39
Ludzie, o czym tu gadać?

1) Trend spadkowy cen nieruchomości w Polsce jest już na tyle silny i stabilny że musieli to przyznali nawet sami deweloperzy;
2) Mieszkania są jeszcze na tyle przewartościowane, ze dostępność mieszkań w Polsce (tzn. ile można kupić m2 mieszkania za przeciętną pensje netto) jest jedną z najgorszych nie tylko w Europie ale i na Świecie;
3) Jeżeli chodzi o normalne mieszkania, w których może mieszkać rodzina ( a więc pow 60 m2 i minimum 3 pokoje) to kwota kosztu najmu takiego mieszkania jest DWA RAZY (tak tak, to nie pomyłka) mniejsza niż rata kredytu 25 letniego na zakup takiego samego mieszkania (LTV 100%). Dla mniejszych mieszkań różnica jest nieco mniejsza.

Biorąc pod uwagę tylko te trzy czynniki ( a jest ich znacznie więcej, jak choćby mobilność czy brak finansowego niewolnictwa), kto przy zdrowych zmysłach może dzisiaj być chętny do kupna mieszkania na kredyt? Naprawdę, ciężko mi pojąć rozumowanie ludzi, którzy się jednak na to decydują.
-
2012/02/03 17:35:47
"I jeszcze jedno, To mit, że w latach 90., czy na samym początku lat 2000. mieszkania były bardziej dostępne w relacji ceny do dochodu."
I tu chciałbym z Panem podyskutować. Ale nie będę odnosił ceny metra kw do średniej
krajowej, nie będę analizował dostępności kredytów. Odwołam się do rzeczy najprostszej, mianowicie obserwacji. W 2001 roku stałem się posiadaczem mieszkania w nowym osiedlu w Warszawie. Pamiętam, że w chwili oddania budynku 100% lub prawie 100% mieszkań było sprzedanych. W 2003 roku moja koleżanka wprowadziła się do mieszkania w innym nowym osiedlu w Warszawie. Tu także wszystkie mieszkania były sprzedane w chwili gdy zakończono budowę. Wydaje mi się, że jeszcze nigdy nie było w Polsce takiej sytuacji, kiedy nowe, oddane do użytku osiedla świecą pustkami. Za przykład niech posłuży osiedle Orco na Targówku, nazywa się chyba Klonowa Aleja. Zresztą przykładów jest wiele więcej, Wola Tower również zasiedla się powoli.
Co Pan na to, Panie Marku? (Pytam bez złośliwości).
-
2012/02/03 17:50:46
Przy spadku dostępności kredytów chętnych na kupno mieszkania będzie mniej. Poza tym jak ktoś policzy sobie kredyt, to mu wyjdzie, że za jedno mieszkania zapłaci podwójną cenę, ale banki muszą z czegoś żyć
-
2012/02/03 18:15:51
tak tak, bedziemy się bzykać jak króliki i mieszkań zabraknie :)
-
2012/02/03 19:00:30
Indeks dostępności kredytowej ciągle rośnie od 3 lat inwestycje.pl/resources/2(857).jpg
Teraz dostaje się od banku dużo lepsze warunki tj. niższą marżę niż np. 3 lata temu, wiem bo sam teraz refinansowałem kredyt.

Dlatego jakoby spadająca dostępność kredytów miała odpowiadać za spadek cen mieszkań należy włożyć między bajki.

Za ceny odpowiada przede wszystkim demografia czyli migracje i piramida wieku.

Dlaczego w Katowicach są mieszkania takie tanie w stosunku do reszty dużych miast polski?
Demografia
upload.wikimedia.org/wikipedia/pl/timeline/78ea0291809e540888514676660f8323.png
od 87 roku ubyło 60 tys. mieszkańców


-
2012/02/03 19:05:06
Jedno moje siostra kupiła 300tys do spłaty 600tys przed wzieciem kredytu wszyscy byli mili, pozniej zaczął się horror i tak będzie przez 30 lat.
www.naulice.pl
-
2012/02/03 19:32:55
A region, gdzie jest najwięcej mieszkań, czyli Górny Śląsk? Czemu autor zapomina o tak ważnym miejscu?
-
2012/02/03 20:13:24
Spadek cen mieszkan jest nieunikniony. Oczywistym jest, ze w ostatnich latach mielismy do czynienia z banka na rynku nieruchomosci. Pytanie brzmi jak gleboki bedzie spadek i jak szybko on nastapi. Patrzac na doswiadczenia innych krajow mozemy zgadywac, ze wyniesie on od 30% (dla najpopularniejszych) do 50% (dla nietypowych mieszkan) liczac od ceny ze szczytu hossy.
Trudniej odpowiedziec na drugie pytanie, gdyz rynek jest niesymetryczny, tzn. znaczaco uprzywilejowana pozycje ma strona podazowa, czyli deweloperzy. Potencjalni kupcy sa rozproszeni, zazwyczaj negocjuja cene w pojedynke (jezeli jest to w ogole mozliwe) i przegrywaja z deweloperm ze wzgledu na doswiadczenie. Wiadomo, dla nabywcow, transakcja kupna mieszkania to czesto jedyna taka transakcja w zyciu, deweloper ma z tym do czynienia na co dzien. Chyba oczywiste jest kto w tym srodowisku odnajduje sie lepiej. W takiej sytuacji mozna albo siedziec i czekac, az spadki cen kiedys cudownie nadejda, albo sie zorganizowac i zaczac aktywnie wywierac presje na sprzedajacych, aby uswiadomic ich jakie sa oczekiwania potencjalych kupcow. Tak jak to robia ludzie na blogu presjanadewelopera.wordpress.com/

Spadek cen mieszkan zazwyczaj nastepuje bardzo powoli, problem polega na tym ,ze malo komu (jesli chodzi o strone kupujaca) chce sie na ten spadek czekac.
-
2012/02/03 21:26:38
Znowu sztuczne napędzanie popytu przez zachłannych deweloperów. NIE DAJCIE SIĘ OMAMIĆ!
-
2012/02/03 21:30:36
kolejne naganianie przez gwno wyborcze do kupna mieszkania - sponsorowane przez zydowskich deweloperow.

gw ! Lemingi nie sa takie glupie przeciez i nie beda brac 30 letnich kredytow zeby was zadowolic . LOL
-
2012/02/03 21:52:33
Ja już Pana głupot dawno nie czytam. Powtórzę pytanie, które ktoś zadał w poście wyżej: Jest 2012 rok. Gdzie te ceny w okolicy 15k?
-
2012/02/04 01:54:14
na wtórnym jest tyle mieszkań, że przy obecnym niżu demograficzny, to na 20 lat starczy bez wprowadzania nowych z deweloperki :)
-
2012/02/04 02:05:30
"Ci, którzy chcą kupić mieszkania, na które jest największy popyt (dwa, trzy pokoje o powierzchni 35-55 m kw.), już teraz powinni wyruszyć na łowy."

Małych mieszkań jest masa na rynku pierwotnym! Większość mieszkań reklamowanych jako 80 m kw. ma antresolę (po kiego grzyba to komu?). Po odjęciu antresoli wychodzi przeważnie takie ciasne mieszkanie. Ciężko jest coś złowić jak większość ofert ma nieżyciowe projekty. Spora część mieszkań nie posiada gwarantowanego nawet jednego miejsca postojowego/garażu. Po co komu takie wybrakowane produkty?

A co do prezentowanych cen - są zupełnie nieaktualne.
-
2012/02/04 02:24:35
drodzy państwo - ceny mieszkań może i spadną ale spadki będą największe tam gdzie najbardziej wywidnowano ceny czyli w dużych aglomeracjach. Cena budowy jednego metra mieszkania z wszystkimi narzutami (grunt itp.) to okolo 3.5-4.5 tys. - w zaleznowsci od miasta i lokalizacji, do tego nalezy doliczyc marze developera... wiec spadki beda do pewnego poziomu, bo developerzy nie beda dokladac do interesu !!
-
2012/02/04 07:52:44
Nie wszędzie jest trend spadkowy. Na przykład dzięki otwarciu lotniska w Nowym Dworze Mazowieckim i poprawieniu komunikacji z centrum Warszawy ceny idą w górę a mieszkania nadal są wykupywane na etapie dziur w ziemi... Duży odsetek nabywców to warszawiacy. Mogą mieszkać 30 km od Warszawy i dojeżdżać w 30-40 minut szybka kolejka do centrum. A zresztą coraz więcej miejsc pracy daje już nowe lotnisko co jeszcze zwiększy napływ ludności a tym samym na pewno powstrzyma ceny przed ustabilizowaniem.
-
2012/02/04 08:39:12
kupić wtedy kiedy się dostanie kredyy... bo niestety ale o ten coraz trudniej.
-
2012/02/06 12:02:22
@dareckipodkarpacie
"bo developerzy nie beda dokladac do interesu !!"

No tak. Tylko zastanawiam się z czego będą żyli. Przerzucą się na sadownictwo?
Aby zarabiać będą musieli sprzedawać i zadowolić się mniejszą marżą.

Swoją drogą to dobry czas dla rynku. Taki pożar dla lasu. Wreszcie zbankrutują developerzy, którzy gdyby nie bum na rynku dawno już by zbankrutowali.

Jedno jest pewne, że rynek obecnie przechodzi zmiany. Popyt zmalał i nawet spora zmiana podaży nie odwróci ruchu cen w dół. Nawet mieszkania popularne 2-3 pokoje w metrażu do 50 m2 zaczną tanieć, bo jak stanieją większe to popyt przeniesie się częściowo w ich stronę.
Nie można też stawiać tezy, że ceny maleją bo ludzie czekają. Największym czynnikiem kształtującym popyt na rynku mieszkań jest przyrost demograficzny co doskonale było widać po ostatnich skokach cen przy wejście na rynek wyżu demograficznego z lat 1980-1982. Teraz sytuacja się odwraca i rynek mieszkań w Polsce to rynek kupującego i aktualnie nie widać żadnych czynników, że sytuacja się zmieni.
-
2012/02/06 13:34:58
@dareckipodkarpacie
pamiętam, jak w 2006 potrzebowałem ekipy budowlanej - latem było OK...
jesienią nagle nikt nie miał czasu dla mnie... albo budowlańcy wołali stawkę 2x większą... taki skok nastąpił.

nie tylko mieszkania wtedy drożały - ale i stawki budowlańców, którzy mogli przebierać w zapytaniach od developerów, oraz tysięcy osób, które kupiły właśnie mieszkanie w stanie surowym i chcą mieć zrobioną łazienkę, albo przestawioną ścianę....

piszesz o kosztach developerskich w taki sposób, jakby były stałe - a wcale tak nie jest - one też mogą spadać.
wystarczy mniejsze zapotrzebowanie na siłę roboczą, na wynajem maszyn budowlanych itp. - i od razu te koszty maleją... wiem o tym, bo wspomniani na początku budowlańcy po 5 latach sami się do mnie odzywają i proponują atrakcyjne stawki.

znam człowieka, który jako kierowca na budowie zarabiał po 5000 na rękę - w latach 2008-2009 - teraz zarabia tyle co inni kierowcy (w innych branżach)

"pan Zenek" rządził rynkiem, bo był na niego nadpopyt.

ci developerzy, którzy zostaną na rynku nie będą dokładać do interesu - mniejsze przychody "przerzucą" na swoich podwykonawców - "panów Zenków", którzy teraz mają mniej pracy.

-
2012/02/07 09:41:40
Jest duzo racji w tym, co napisał dareckipodkarpacie. Sęk w tym, że na rynku deweloperskim mamy olbrzymie rozdrobnienie. Firmy budujące 50 mieszkań rocznie stanowią prawdopodobnie góra 10 proc. ogółu. Pozostałe, to maleńkie firemki. Ba, kiedyś znajomy deweloper żartował, że jak ktoś ma kawałek gruntu, to uważa się za dewelopera. Kiedy ceny spadną jeszcze bardziej, te firemki będą zmuszone zająć się czymś innym. Czy duże firmy ograniczą produkcję mieszkań. Tu z kolei zgdzę się z ionen76, który stwierdza, że aby zarabiać będą musieli sprzedawać i zadowolić się mniejszą marżą oraz z wk_poz, że mniejsze przychody przerzucą na swoich podwykonawców. Jedno drugiemu nie przeczy. Wspomnę jeszcze, że spore rezerwy tkwią w lepszej organizacji inwestycji (tu kłania się ucywilizowanie prawa inwestycyjnego) oraz w technologiach (prefabrykaty). W dającej się przewidzieć perspektywie, spodziewam się także spadku cen gruntów, bo deweloperzy przestaną się o nie zabijać. Oczywiście, przyjdzie taki moment, że ceny nowych mieszkań zaczną rosnąć (wielu starych niekoniecznie, choćby ze względów demograficznych).
rash2ed: przykro mi, że Górny Śląsk jest pomijany w wielu badaniach dotyczących rynku deweloperskiego. Po prostu, tam deweloperzy budują niewiele nowych mieszkań. I trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ceny na rynku wtórnym.
Czytając wpisy nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niektórzy z Państwa próbują oszukać rzeczywistość. Ba, oczekują tego samego od dziennikarzy. Czy się to komuś podoba, czy nie, Polacy kupowali, kupują i będą kupowali mieszkania. Można nazywać ich lemingami, ale przypuszczam, że ci mają to gdzieś, bo człowiek musi mieć jakieś lokum, najlepiej samodzielne. Jednak często bezsensowną pogoń za własnością można zmienić budując rynek mieszkań na wynajem.
-
2012/02/09 17:35:55
zaktualizuję trochę wyliczenia z mojego pierwszego postu.
co do 100 000 domów jednorodzinnych rocznie, trafiłem prawie idealnie.
co do mieszkań od developerów, to (opierając się na nowszym wpisie na tym blogu) widać, że przeceniłem ich, pisząc o 200 000 mieszkań rocznie - skoro ich aktualna wydajność, to ok. 80 000 rocznie...
czyli:
- obecnie, rokrocznie przybywa około 180 000 lokali mieszkalnych
- gdyby developerzy nagle przestali budować, tempo przyrostu spadnie do 100 000 / rok

nie może zabraknąć czegoś, czego wciąż przybywa.
-
2012/02/13 08:31:04
Dzięki za ten wpis. Szukałem właśnie takiej informacji i bardzo mi pomogłeś
-
2012/04/02 15:20:02
Najważniejsze być na bieżąco. Mnie bardzo pomógł portal z ogłoszeniami www.nowyadres.pl Ciekawy temat to etargi na tej stronie.
wyborcza.pl
Marek Wielgo

Od ponad 17 lat dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Od 16 lat w dziale gospodarczym „Gazety”, gdzie zajmuje się nie tylko problematyką związaną z budownictwem i rynkiem nieruchomości (w tym m.in. kwestiami finansowymi), ale także reprywatyzacją i rynkiem zamówień publicznych.
Wielokrotnie wyróżniany nagrodami, w tym m.in. honorowym medalem im. Króla Kazimierza Wielkiego za propagowanie na forum „Gazety Wyborczej” zarządzania jakością, popularyzację wzorców dobrej jakości w budownictwie i gospodarowaniu nieruchomościami (w 2003 r.). W 2001 r. i 1999 r. nominowany do prestiżowej nagrody dziennikarskiej pisma „Press” w kategoriach „dziennikarstwo specjalistyczne” oraz „news”

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac