Marek Wielgo
Od 1992 roku jestem dziennikarzem „Gazety Wyborczej”. Od 16 lat w dziale gospodarczym „Gazety”, gdzie zajmuje się nie tylko problematyką związaną z budownictwem i rynkiem nieruchomości (w tym m.in. kwestiami finansowymi), ale także reprywatyzacją i rynkiem zamówień publicznych. Wielokrotnie wyróżniany nagrodami, w tym m.in. honorowym medalem im. Króla Kazimierza Wielkiego za propagowanie na forum „Gazety Wyborczej” zarządzania jakością, popularyzację wzorców dobrej jakości w budownictwie i gospodarowaniu nieruchomościami (w 2003 r.). W 2001 r. i 1999 r. nominowany do prestiżowej nagrody dziennikarskiej pisma „Press” w kategoriach „dziennikarstwo specjalistyczne” oraz „news”.
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Rządzie, przywróć kasy budowlane

Czy budownictwo mieszkaniowe może się rozwijać bez systemu oszczędzania na mieszkania? Śmiem twierdzić, że nie. Przy czym, za rozwój uważam nie tylko wzrost liczby budowanych mieszkań, ale także względną stabilność rynku mieszkaniowego, w tym cen mieszkań. Ostatnie lata pokazały, że tego celu nie udało się osiągnąć. Dopóki banki miały nadpłynność, a na rynek płynęła rzeka pieniędzy, wydawało się, że mamy boom. Efektem ubocznym był jednak gwałtowny wzrost cen mieszkań, bo ich podaż nie nadążała za szybko rosnącym popytem. Co gorsza, można było odnieść wrażenie, że dla wielu kupujących kredyt w wysokości 400-500 tys. zł jest czymś wirtualnym. Bank dawał, to brali, nie zastanawiając się zbytnio nad konsekwencjami. Czy tak zachowywałby się ten, kto wcześniej zaoszczędziłby np. 100 tys. zł? Jestem pewien, że nie. Taka osoba o wiele bardziej szanowałaby pieniądze, bo wiedziałaby, ile trzeba wysiłku i czasu, żeby je zarobić.
Dlatego cieszę się, że Kongres Budownictwa Polskiego oraz Komitet Finansowania Nieruchomości przy Związku Banków Polskich zaproponowały projekt ustawy, na podstawie której miałaby powstać budowlane kasy oszczędnościowe wzorowane na niemieckich bausparkassen. Zachętą do oszczędzania przez kilka lat w takiej kasie na niski procent jest nie tylko możliwość uzyskania w przyszłości nisko oprocentowanego kredytu, ale również premia z budżetu państwa. Kongres proponuje, by budżet dopłacał co rok 20 proc. zaoszczędzonej kwoty. Przy czym premiowane były oszczędności nie przekraczające w danym roku 18 tys. zł. Maksymalna roczna premia wyniosłaby więc 3,6 tys. zł.
Ciekaw jestem, jak na tę propozycję zareaguje rząd. Przypomnę, że w 1997 r. Sejm - wbrew ówczesnemu rządowi - uchwalił ustawę o kasach budowlanych. Powstały nawet cztery polsko-niemieckie kasy, ale kolejne rządy uniemożliwiły im rozpoczęcie działalności, a w 2002 r. Sejm uchylił ustawę. Powodem była obawa, że budżet nie podoła wydatkom związanym z wypłatą premii. Poza tym, w tym czasie działały trzy konkurencyjne kasy mieszkaniowe, w których zachętą do oszczędzania była ulga podatkowa. Również ich żywot był krótki, bo kiedy zlikwidowano ulgi, skończył się dopływ nowych klientów.
Przez trzy lata byłem jednym z nich. I z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że taka kasa ma jedną podstawową zaletę: zmusza do oszczędzania. Gdyby nie było kas, nie miałbym motywacji.
Kasy są potrzebne także dlatego, że pozwalają zmierzyć własne możliwości. Jeśli jestem w stanie odkładać przez pięć lat dajmy na to 1,5 tys. zł miesięcznie, to znaczy, że prawdopodobnie poradzę sobie ze spłatą kredytu. Dziś wielu młodych ludzi bierze kredyt „pod korek” nie zdając sobie sprawy, czym to pachnie. Mało tego, przepłacają, bo jeśli nie mają wkładu własnego, bank rekompensuje sobie wyższe ryzyko wyższą marżą. Do tego dochodzi składka na ubezpieczenie niskiego wkładu.
Kasy potrzebne są także bankom, bo kryzys finansowy uświadomił im, że na dłuższą nie da się rozwijać akcji kredytowej, jeśli dysponują jedynie krótkoterminowymi lokatami. Potrzebny jest długoterminowy kapitał, a ten są w stanie dostarczyć kasy budowlane.
Jednak czy Kongres Budownictwa Polskiego nie proponuje zbyt wysokiej premii? 20 proc. to sporo. Jednak w kraju, w którym systemy oszczędzania są tak skompromitowane (wspomniane kasy, a wcześniej książeczki mieszkaniowe), musi być atrakcyjna zachęta. Po kilku latach, premię można by zmniejszyć nawet o połowę, tak jak to zrobili np. Czesi. Nie podzielam też obaw, że budżet nie podoła wypłatom premii. Przecież te pieniądze wrócą do budżetu, być może z nawiązką. Autorzy projektu policzyli, że gdyby w ciągu ośmiu lat do kas zapisało się 1,750 mln Polaków, a każdy odkładał co rok średnio 10 tys. zł, to w ósmym roku premie kosztowałyby budżet 3,5 mld zł. Jednak fundusz kredytowy w kasach sięgałby 100 mld zł. Do tego doszłyby komercyjne kredyty hipoteczne. Fiskus mógłby zacierać ręce.
Tym, których nie przekonuje ten argument, zwrócę uwagę, że kasy budowlane uruchomili Czesi, Słowacy i Węgrzy. Nasz rząd może więc sprawdzić, jakie dały efekty.

kasy budowlane

kasy budowlane
Źródło: Kongres Budownictwa

czwartek, 06 maja 2010, mieszkaniowyblox.pl

Polecane wpisy

  • Jak Polacy wybierają mieszkania?

    Aż ośmiu na 10 Polaków planujących zakup mieszkania nie darzy zaufaniem żadnego ze znanych im deweloperów - wynika z badania przeprowadzonego przez SW Research

  • Jak 'Cypryjczycy' inwestują w polskie nieruchomości?

    „Wyborcza” szuka pieniędzy polskich obywateli i firm na szwajcarskich kontach. Od czasu do czasu pojawiają się też informacje o przypadkach ukrywa

  • Nosił wilk razy kilka...

    Niedawno minęły dwa lata od mojej pierwszej publikacji w „Wyborczej” , w której zwróciłem uwagę na lukę prawną, umożliwiającą deweloperom stawianie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/05/06 21:39:32
Prezentuje Pan niestety keynesowskie podejście do ekonomii, że państwo musi stymulować popyt, jest to olbrzymi błąd bo produkuje gwałtowne cykle koniunkturalne i zadłuża państwo, (patrz Grecja). Nie ma darmowych obiadów, nie można żyć na koszt przyszłych pokoleń.
"" Zachętą do oszczędzania przez kilka lat w takiej kasie na niski procent jest nie tylko możliwość uzyskania w przyszłości nisko oprocentowanego kredytu, ale również premia z budżetu państwa. Kongres proponuje, by budżet dopłacał co rok 20 proc. zaoszczędzonej kwoty."" Jak państwo ma zdobyć te pieniądze?? Nałożyć kolejne podatki??, dodrukować?? Jesteśmy krajem zadłużonym po uszy i bardzo musimy się starać aby nie zostać drugą Grecją.
""Kasy potrzebne są także bankom, bo kryzys finansowy uświadomił im, że na dłuższą nie da się rozwijać akcji kredytowej, jeśli dysponują jedynie krótkoterminowymi lokatami. Potrzebny jest długoterminowy kapitał, a ten są w stanie dostarczyć kasy budowlane."" To niech poprawią atrakcyjność lokat długoterminowych, a poza tym słyszał Pan o rezerwie cząstkowej?? Banki nie pożyczają pieniędzy, które mają tylko je tworzą jako dług. Nie dziwię się budowlańcom i bankom, że takie mają pomysły, bo tylko one miałyby na tym konkretne zyski, reszta nie budujących obywateli musiałaby się zadowolić albo wyższymi podatkami, lub inflacją. Nie buduje się państwa dobrobytu w ten sposób. Państwo nie wyczaruje dodatkowych pieniędzy, ma trzy możliwości: albo je pożyczy(np. od tych właśnie komercyjnych banków) na koszt przyszłych pokoleń, albo wydrukuje, albo zabierze nie budującym obywatelom. Pozdrowienia Mergiel
-
2010/05/06 22:20:14
mergiel: nie do konca sie z Toba zgodze. Faktycznie "premie" w postaci doplat z budzetu zalatuje keynesowskim podejsciem. Jednak sama idea kas jako oszczedzania jest dobra. Jak zwykle diabel tkwi w szczegolach. Z jednej strony krytykujesz doplaty i oszczedzanie, a z drugiej nie podajesz swojej propozycji rozwiazania problemu. W zaleznosci od tego jak bedzie taka ustawa skonstruowana mozna uniknac sytuacji, w ktorej zaoszczedzone pieniadze posluza do kreowania kredytow. W zasadzie wystarczyloby je wylaczyc z normalnego systemu bankowego. Oczywiscie, ze dobrobytu sie nie buduje inflacja i kredytowaniem. Wrecz przeciwnie, wlasnie oszczedzaniem i budowaniem kapitalu. Oszczedzam aby zgromadzic kapital, ktory moge zaiwestowac aby zgromadzic jeszcze wiekszy kapital. Zgadzam sie z Panem Markiem, ze wprowadzenie takich kas pozwala sie zmierzyc z wlasnymi mozliwosciami. Jesli ktos nie jest w stanie oszczedzac powiedzmy 25-30% swoich dochodow przez 3-5 lat to powinien sobie zadac pytanie czy poradzi sobie z kredytem na 30 lat... Ogolna koncepcja mi sie podoba, dopracowac nalezy szczegoly.
-
2010/05/07 08:35:11
Sam pomysł jest bardzo dobry. Z tym iż co do dopłat z Państwowej kasy to też byłbym przeciwny, przynajmniej kwocie 20%. Musimy ograniczać wydatki Państwa. Ale są inne rozwiazania. Po pierwsze wyższe lokaty w bankach komercyjnych, po drugie skoro Państwo i tak wydaje 4,5 - 4,8% na obligacje nic nie stoi na przeszkodzie aby dołożyło sie podobną kwota do Kas Mieszkaniowych po trzecie po strzelam 5 - 10 latach oszczedzania mogłoby np. zwracać kupujacym VAT. Pomysłów jest wiele i pewno mgliby jeszcze lepsze podsunąć specjaliści. Żal mi tylko iż w tak kluczowej sprawie dla rodaków zamiast Rządu inicjatywę musi wykazywać społeczeństwo.
-
2010/05/07 10:08:08
mergiel napisał: Prezentuje Pan niestety keynesowskie podejście do ekonomii, że państwo musi stymulować popyt

Przede wszystkim wychodze z załozenia, że:
a) jedzienie i dach nad głową są podstawowymi potrzebami kazdego człowieka,
b) niewidzialna reka rynku nie rozwiaze problemu mieszkaniowego, wiec konieczny jest interwencjonizm panstwowy.
Jesli uwaza Pan inaczej, prosze mi wskazac kraj na swiecie, w którym problem mieszkaniowy udalo sie rozwiazac bez udzialu panstwa.

Jak państwo ma zdobyć te pieniądze?? Nałożyć kolejne podatki??, dodrukować?? Jesteśmy krajem zadłużonym po uszy i bardzo musimy się starać aby nie zostać drugą Grecją.

Własnie dlatego, że jestesmy krajem na dorobku, musimy oszczedzac i inwestowac, a nie konsumowac. Tego typu premia (jej wysokosc faktycznie moglaby byc nizsza) ma sklonic obywateli do oszczedzania i inwestowania. Prosze tez zauwazyc, że z punktu widzenia finansow panstwa, saldo nie musi byc ujemne. Jesli np. 3,5 mld zl premii wywola inwestycje (budowy, remonty) o wartosci 100 mld zl, to pytam, czy budzet na tym straci?
I jeszcze jedno, co jest bardziej korzystne dla polskiej gospodarki: wycieczka rodzinna do Egiptu za 10 tys. zl, czy inwestycja w remont mieszkania albo docieplenie domu?
Nie bede sie tu rozwodzil o spolecznych korzysciach z rozbudzania postaw proinwestycyjnych.

To niech poprawią atrakcyjność lokat długoterminowych
I w efekcie podniosa ceny kredytow, bo przeciez bank nie jest organizacja charytatywna. Prosze, niech Pan poczyta na temat kas budowlanych w Niemczech i ich wplywie na tamtejsza gospodarke. Zaleta kas jest m.in. to ze daja kredyt o stalym oprocentowaniu. Kredytobiorca wie zatem, jakie bedzie obciazenie jego domowego budzetu przez caly okres splaty.

dragon113 napisal: Musimy ograniczać wydatki Państwa.
Ok, zniesmy wiec te koszty, ktore sa niepotrzebne. Np. doplaty do materialow budowlanych (tzw. zwrot VAT), podniesmy VAT na mieszkania (stopniowo, np. o 1-2 pkt proc. rocznie), doplaty do kredytow w ramach RnS (to juz rzad zapowiedzial).
Gdyby to ode mnie zalezalo, przywrocilbym podatkowo ulge budowlana i remontowa oraz tzw. odsetkowa (splata kredytow). Dlaczego? Bo:
a) kazdy, kto chce z niej skorzystac, musi na nia zapracowac;
b) wykazuje swoje prawdziwe dochody,
c) kupuje legalnie uslugi i materialy (ogranicza szara strefe).
Ze co, skomplikuje system podatkowy? Utrzymywanie roznych stawek VAT komplikuje go jeszcze bardziej? Z kolei zwrot VAt jest rozwiazaniem kosztownym. A na doplatach w RnS zarabiaja glownie banki i deweloperzy.
Pozdrawiam

-
2010/05/07 14:16:05
"" Przede wszystkim wychodze z załozenia, że:
a) jedzienie i dach nad głową są podstawowymi potrzebami kazdego człowieka,
b) niewidzialna reka rynku nie rozwiaze problemu mieszkaniowego, wiec konieczny jest interwencjonizm panstwowy. ""
Ręce i piersi opadają. To znaczy, że w imieniu tych wartości można zabierać jednym co się akurat nie budują i dawać drugim? Jeżeli ktoś z głodu ukradnie bułkę ze sklepu to jest to czyn usprawiedliwiony??
"" Jesli uwaza Pan inaczej, prosze mi wskazac kraj na swiecie, w którym problem mieszkaniowy udalo sie rozwiazac bez udzialu panstwa"" Proszę raczej wskazać kraj na świecie, który ten problem rozwiązał proponowaną przez Pana metodą i nie był potężnie zadłużony( podawane za przykład Niemcy też są) . Bo my już zadłużeni jesteśmy. Jeszcze raz podkreślam nie można patrzeć na budownictwo jako oddzielną strukturę poza resztą gospodarki. Najpierw państwo zubaża swoich obywateli poprzez chociażby wysokie koszty pracy, tak, że ich nie stać na kupno mieszkania, a potem ""pomaga"" tym, że obywatelom jeszcze bardziej okradając pozostałych.
""Gdyby to ode mnie zalezalo, przywrocilbym podatkowo ulge budowlana i remontowa oraz tzw. odsetkowa (splata kredytow). Dlaczego? Bo:
a) kazdy, kto chce z niej skorzystac, musi na nia zapracowac;
b) wykazuje swoje prawdziwe dochody,
c) kupuje legalnie uslugi i materialy (ogranicza szara strefe). ""
Pisze Pan o swoich wyobrażeniach o rynku budowlanym, tak niestety wcale nie jest.
Nie mówiąc już o tym, że ktoś niebudujący musi się na taką ulgę dorzucić.
Problemem dla budownictwa są głównie zapory administracyjne, transport w dużych miastach. Ja sam buduję dom i 10kzł było na wejściu na same bzdurne papiery, a to jeszcze nie koniec, muszę zatrudniać zbędnych ludzi i płacić za zbędne ekspertyzy itd.
Ale cóż prościej jest zabrać jednym i dać drugim, okraszając to przy okazji wzniosłą ideologią.
Pozdrowienia Mergiel
-
2010/05/07 17:22:10
Jeszcze pare rzeczy:
""Własnie dlatego, że jestesmy krajem na dorobku, musimy oszczedzac i inwestowac, a nie konsumowac. "" Muszę Pana zmartwić budowa własnego mieszkania to też jest konsumpcja.
""To niech poprawią atrakcyjność lokat długoterminowych
I w efekcie podniosa ceny kredytow, bo przeciez bank nie jest organizacja charytatywna"" Umówmy się ja poczytam o historii niemieckiego cudu gospodarczego, a Pan o rezerwie cząstkowej i jak banki tworzą pieniądze na kredyty.
Pozdrowienia Mergiel
-
2010/05/07 18:18:45
Nie mówiąc już o tym, że ktoś niebudujący musi się na taką ulgę dorzucić.

Ze co? Nikt mi tu niczego nie dorzuca. Na ulgę musze zapracowac. Mówi Pan jak minister finansów.

Problemem dla budownictwa są głównie zapory administracyjne
Ufff, choc w jednym jestesmy zgodni.

Muszę Pana zmartwić budowa własnego mieszkania to też jest konsumpcja.
Nie wiedziałem. Zylem dotąd w przekonaniu, że budując dom jestem inwestorem. Prosze mi wyjasnic, czym Pana zdaniem rózni sie inwestor od konsumenta

To znaczy, że w imieniu tych wartości można zabierać jednym co się akurat nie budują i dawać drugim?
Coz, w tej kwestii nigdy sie nei zgodzimy. Kiedys te kwestie fajnie skomentowal z_j_l przy okazji dyskusji o budownictwie socjalnym. Sprobuje znaleźć jego wpis.

Pozdrawiam
-
2010/05/07 23:51:11
Wybudowanie sobie mieszkania czy domu aby w nim mieszkać niczym nie różni się z punktu widzenia ekonomii od zakupu samochodu, czy pralki." Konsumpcja w mikroekonomii to zużywanie posiadanych dóbr w celu bezpośredniego zaspokojenia ludzkich potrzeb, które wpływa na poziom odnoszonej przez konsumenta użyteczności" ( wikipedia), Nie zmienia tego również fakt, że teraz takiego kogoś nazywa się inwestorem. Inwestor to brzmi dumnie, kiedyś był po prostu gospodarz. Budowa mieszkań na wynajem lub sprzedaż to już oczywiście nie jest konsumpcja.

"Ze co? Nikt mi tu niczego nie dorzuca. Na ulgę musze zapracowac. Mówi Pan jak minister finansów." Jeżeli większość płaci podatki na publiczne cele, a kogoś się z nich zwalnia chociaż korzysta z opłaconych przez innych publicznych instytucji lub przedsięwzięć (np, powszechnej edukacji, ochrony policji itp.) to oczywiste, że jest sponsorowany przez płacących i nie korzystających z ulgi podatników. Nie ma znaczenia czy z ulgi korzysta budujący dom czy kupujący pralkę, łysy czy rudy. Państwo ma swoje głównie sztywne wydatki, na które musi zebrać pieniądze, jak od jednych nie weźmie to musi wziąć więcej od drugich lub pożyczyć, ewentualnie dodrukować. Cudów nie ma. RNSy, ulgi budowlane, kasy budowlane(jeżeli dokłada do nich państwo) to jeden i ten sam grzyb. Protezy, którymi rządy usiłują zastąpić prawidłowe funkcjonowanie państwa, to nic innego jak kulawa redystrybucja(mówiąc elegancko) lub maskowanie państwowego rabunku na obywatelach jak by to powiedzieli libertarianie.
Pozdrowienia Mergiel
-
2010/05/08 13:29:18
Jestem za ,choc w niektorych szczegolach przeciw... Po pierwsze - nie tyle kasy ile rachunki oszczędnościowe w bankach .Po drugie - zwolnić calkowicie z belkowego - pod warunkiem przeznaczenia oszczędnosci wyłacznie na cele mieszkaniowe (budowa, kupno , remonty)Premia - tak , ale tylko na pierwsze mieszkanie , dom - mozna uzależnić jej wysokośc np od liczby dzieci .Wziął ktos kredyt , ma dziecko , o jakiś procent państwo powinno mu zmniejszyć zadluzenie .Dlaczego jestem za tym aby konta mieszkaniowe powstawaly w bankach ? Bo kasy to oddzielne to posady,nowe struktury ,a sądze,ze banki konkurowalyby tworzac różne oferty dla długoletniego oszczędzania .Pewne reguly prowadzenia jednak tych rachunków powinny być ogólne (np gwarancje państwowe dla zgromadzonych tam oszczędnosci - do pewnej kwoty)
-
2010/05/08 13:39:04
Poza tym panie Mergiel , budowa domu czy mieszkania nawet na własne potrzeby to nie konsumpcja , to inwestycja .Mieszkanie , dom to jest dobro , które ma sobie potencjał tworzenia dochodu .Jego czas zużycia jest bardzo długi( proszę popatrzeć na stawki amortyzacyjne ) . Poza tym dlaczego firmie inwestującej w domy wolno odsetki odliczyć od przychodu a mnie nie ?Deweloper zaciągając kredyt obciąża nim swoje koszty , jego klient choć zaciąga ten kredyt dla dewelopera ( przecież kredytuje mu inwestycje ,i to nie tylko koszty ale jeszcze i ZYSK) takiego prawa nie ma !
Wracam do sprawy rachunków powierniczych .Żadnych dopłat na nowe mieszkania bez rachunku powierniczego .Musi być jakaś ochrona publicznych pieniędzy .A co z dopłatami do odsetek kredytu klienta przy bankructwie dewelopera ?
-
2010/05/08 17:09:03
"". Poza tym dlaczego firmie inwestującej w domy wolno odsetki odliczyć od przychodu a mnie nie "" ponieważ, jak napisałem, z punktu widzenia ekonomii państwowej jest pani konsumentem, tak jak nabywca butów czy laptopa. Jak ma Pani jakąś inną definicję konsumpcji w ekonomii to chętnie się zapoznam. Oczywiście dla Pani mieszkanie może być również inwestycją w nieruchomość lub spełniać wiele innych funkcji, ale tego już włądza nie bierze pod uwagę.
Cała Unia Europejska tonie w długach i nie wyciągacie Państwo z tego żadnych wniosków, tylko dalej planujecie kolejne skoki na państwową (czytaj wspólną) kasę, których głównym jeżeli nie jedynym beneficjentem będzie lobby budowlańców. Dlatego mam wrażenie, że jesteście jego przedstawicielami. Nie ma w ogóle dyskusji o zniesieniu barier administracyjnych. Pan Redaktor raczył jedynie wyrazić swoje święte oburzenie, ale już urabianie opinii publicznej idzie w innym kierunku: jak tu trochę wyrwać kasy.
Szkoda bo niestety GW jest organem opiniotwórczym i zamiast wspierać ludzkie działanie i innowacyjność to tylko uczy jak wyciągać rękę po pieniądze.
Pozdrowienia Mergiel
-
2010/05/08 22:32:48
@mergiel
Chodzi o to, że państwo musi inwestować w sektory, które społeczeństu jako całości przynoszą korzyści może nie doraźne, ale przynajmniej potencjalnie. Firmy, które nie inwestują najczęsciej są zacofane i mało konkurencyjne. Z państwami fiskalnymi jest tak samo. Jakie szanse na rozwój mają polskie miasta przy obecnych cenach(a tylko po takich można w tej chwili zdobyć mieszkanie). W moim przekonaniu niewielkie.
Np. ostatnia prognoza przyrostu populacji dla Wrocławia jest minusowa. No i miasto, które swojego czasu miało być wielkim centrum finansowym(przynajmniej tak sie tu mówiło) zostanie prawdopodobnie pipidówą(w skali europejskiej oczywiście). Jakie tu korzyści dla państwa i społeczeństwa. Niemcy to może są zadłużone, ale w takim Frankfurcie to sie żyje dobrze i miasto zyski i tak wypracuje.

Jestem przeciwnikiem RnSów i tym podobnych, ale jakoś rynek trzeba stymulować.

A najbardziej to jestem za tym żeby wyszła rekomendacja dla banków, która regulowałaby ile bank może żądać od kredytobiorcy po spadku wartości nieruchomości(ponad wartość za którą mieszkanie oczywiście uda się sprzedać). I by się skonczyły klity za pół miliona. Może to herezja, ale mi się to wydaje najprostsze bo ja prosty chłop jestem ;).I dopóki bank może mieć w d... ile właściwie jest warta nieruchomość to rynek będzie nieprzejrzysty.
-
2010/05/09 18:18:58
No to się doczekałam ! Przedstawicielka lobby budowlańców jestem ! A to dopiero !Nie do końca też ufam definicjom pojęć ekonomicznych prezentowanych w wikipedii. Pan , Panie Mergiel jawi mi się nie tyle jako zwolennik gospodarki rynkowej ile zwolennik prawa silniejszego czyli ekonomii dość gangsterskiej , niestety .A tak naprawdę cały czas trwa walka o której pisał jeden Brodaty i Kudłaty walka między tzw c i v o podział m. Przy czym paradoks tej walki polega na tym ,ze strona , która w tej walce wyraźnie zwycieżą szybciutko się sukcesem dławi .Można to oglądać na wielu rynkach.
W naszych gorących dyskusjach ominął pan dość drażliwy punkt o rachunkach powierniczych ,a one tak miło służą stworzeniu równowagi stron .jednej dają gwarancję ,że pieniądze zostaną wydane na taki cel, na jaki sa wpłacane , drugiej zaś, że otrzyma ona pieniądze za wykonany towar czy usługę .No i dlaczego w Polsce nie można tego wprowadzić ????
-
2010/05/09 23:30:51
Ad Kamgra
"" Pan , Panie Mergiel jawi mi się nie tyle jako zwolennik gospodarki rynkowej ile zwolennik prawa silniejszego czyli ekonomii dość gangsterskiej"" Ekonomię gangsterską to mamy w tej chwili w Europie ( Polska wcale nie jest wyjątkiem), gdy politycy w celu poprawy swoich notowań rozdają publiczne pieniądze grupie, która najgłośniej krzyczy. Zabieranie jednym, by dać drugim, lub pożyczanie na koszt przyszłych pokoleń, a wszystko po to aby zbić na tym kapitał polityczny to jest ekonomia gangsterska, która zaowocowała w całej Europie stagnacją gospodarczą i potężnym zadłużeniem. Prawo silniejszego zawsze było, jest i będzie i to jest fakt, a nie moje przekonanie czy pragnienie. Złagodzić jego skutki w gospodarce może jedynie wydajny i uczciwy system prawny i wymiar sprawiedliwości, a także realny wolny rynek oraz powszechna edukacja, a nie publiczne dotacje. Są liczne przykłady w krajach o lepszym niż nasz systemie sądowniczym, kiedy pojedynczy obywatele wygrywali z korporacjami. Nie mam nic przeciwko rachunkom powierniczym zdefiniowanym tak jak np. na www.bgk.com.pl/index.php?module=site&catId=626 ,ale nie mogą być one jedynym i obowiązującym sposobem rozliczania się. Nic nie stoi również na przeszkodzie opracowania zalecanych przez państwo treści umów i sposobów ich drukowania, aby klient miał jakieś porównanie ( aby zapobiec tzw. drobnym druczkom).
Jedynym skutecznym sposobem poradzenia sobie w chwili obecnej z problemem mieszkaniowym, jest realny wolny rynek, co można osiągnąć poprzez likwidację barier administracyjnych i poprawę działania systemu prawnego, również ewidencji nieruchomości i ich stanu prawnego. Większą dostępność gruntów można zapewnić przez budowę autostrad i dróg szybkiego ruchu oraz uporządkowanie kolejnictwa. To są dziedziny gdzie wydawanie publicznych pieniędzy jest celowe i korzysta na tym największa grupa podatników. Wydajny transport jest czynnikiem kluczowym w wycenie gruntów i mieszkań.
Ad Folarx
""Chodzi o to, że państwo musi inwestować w sektory, które społeczeństu jako całości przynoszą korzyści może nie doraźne, ale przynajmniej potencjalnie"" Abstrahując od jakości takiego państwowego inwestowania, to można podać wiele dziedzin gdzie korzyści nawet z nieudolnego państwowego inwestowania będą dla społeczeństwa większe niż dopłaty do prywatnych mieszkań lub budowa publicznych mieszkań, np.: drogi i transport kolejowy, edukacja, profilaktyka w ochronie zdrowia, bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, wymiar sprawiedliwości itd.
-
2010/05/10 09:34:38
@mergiel
Oczywiście zgadzam się z z odpowiedzią. Np. uważam, że inwestycje w komunikację(w szczególności kolejową) powinny być wręcz zintegrowane z inwestycjami w rynek mieszkaniowy. Byłby to dobry cep na wzrastające ceny bez pokrycia w wartości. Ogólnie uważam, że ludzie powinni móc dostać się w sensownym czasie do pracy z odległości około 100KM(powiedzmy godzina jazdy jak na XXI wiek przystało) i wtedy duże miasta mogłyby się rozwijać bez budownictwa mieszkalnego w obecnej formie.
Nie miałem zresztą na myśli budowania przez państwo prywatnych czy też jakichkolwiek innych mieszkań, ale skoro jasnym jest, że pewne rodzaje pracy można wykonywać tylko w dużych miastach to nie mamy doczynienia z żadnym wolnym rynkiem, bo rynek mieszkaniowy jest spięty z rynkiem pracy a to tworzy duże pole do nadużyć.
-
2010/05/10 15:12:23
""że pewne rodzaje pracy można wykonywać tylko w dużych miastach to nie mamy doczynienia z żadnym wolnym rynkiem, bo rynek mieszkaniowy jest spięty z rynkiem pracy a to tworzy duże pole do nadużyć."" Tylko, że to łączenie rynku pracy z dużymi miastami jest właśnie wynikiem trudności komunikacyjnych, oraz świadomej polityki władz, które liczą na ten wielkomiejski elektorat. Proszę zwrócić uwagę co się zadziało dzięki niekontrolowanemu przez państwo rynkowi internetowemu, hurtownie, zakłady powstają w małych miasteczkach i wsiach bo tam grunt i siła robocza są tanie. Decentralizacja postępowałaby gdyby drogi były lepsze i był z prawdziwego zdarzenia transport kolejowy. Państwowi ekonomiści promują fałszywą strategię, że powinno się inwestować w rejony wysoko zurbanizowane bo tam jest największy zwrot kapitału. Błędność tych założeń wynika z nieprawdziwego rachunku przychodów i kosztów, gdzie przychody idą do jednej kieszeni, ale koszty pochodzą z wielu różnych i nie są sumowane. Właśnie po infrastrukturze widać to wyraźnie, na prowincji aby znacząco poprawić komunikacje czasami wystarczy wyasfaltować kawałek drogi, ewentualnie wybudować drugi pas, w Warszawie pozostają estakady lub tunele o wielokrotnie wyższym koszcie. Miasta wojewódzkie blokują rozwój mniejszych miasteczek w swoich regionach ściągając większość państwowych inwestycji, a skromne budżety miasteczek stają się coraz skromniejsze ze względu na drenaż wykwalifikowanej siły roboczej i nie są w stanie sprostać utrzymaniu infrastruktury, przez co koło się zamyka. Wszyscy się pchają do dużych miast, chociaż obecny stan techniki i przepływu informacji pozwalałby na znaczną oszczędzającą koszty decentralizację. Kluczem do decentralizacji jest oczywiście rozbudowa infrastruktury drogowej tak aby się dało omijać duże miasta oraz rozwój prywatnego kolejnictwa, a nie przesuwanie urzędników z miejsca na miejsce.
-
2010/05/10 17:31:44
mergiel napisał: Decentralizacja postępowałaby gdyby drogi były lepsze i był z prawdziwego zdarzenia transport kolejowy.

Pełna zgoda. Dlatego uważam, że szansą na tanie mieszkania dla młodych ludzie są miasteczka wokół aglomeracji. Od kilku miesiecy lansuje teze, że od Białołęki czy Bemowa atrakcyjniejszy jest np. Pruszków, bo do centrum stolicy można szybko dojechać koleją podmiejska.
wyborcza.biz/biznes/1,101562,7322085,Mieszkanie_w_miescie_czy_mieszkanie_pod_miastem_.html
-
2010/05/11 21:37:29
Czytuje wpisy Mergiela tu na blogu i caly czas z trudem powstrzymuje sie od ostrzejszych komentarzy.
Pozwole sobie tutaj tylko na kilka uwag: mamy do czynienia z typowym, najprawdopodobniej mlodym, czlowiekiem, ktory uwierzyl w hasla neoliberalow.
Mergielowi wydaje sie, ze wszystkie problemy zalatwi naprawde wolny rynek i calkowita prywatyzacja wszystkich dziedzin zycia. W pulapke neoliberalizmu wpadlo wielu ludzi, ktorzy wyrosli w warunkach siermieznego polskiego socjalizmu.
Mialam okazje w moim zyciu zyc i pracowac dluzej w trzech krajach o calkiem roznych
systemach gospodarczych i socjalnych i musze ci zwrocic uwage Mergiel, ze nawet w takim neoliberalnym kraju jak USA istnieje budownictwo socjalne nazwane w Polsce blednie spolecznym. Wszedzie istnieja panstwowe szkoly. Dostep do szkol wyzszych nawet w USA moze byc bezplatny (lub za symboliczna oplata).
W krajach cywilizowanych z pieniedzy podatnikow lub skladek pracownikow i pracodawcow utrzymuje sie powszechna sluzbe zdrowia.
A wiesz dlaczego? Bo zyjemy w XXI wieku, pewnej czesci ludzkosci udalo sie osiagnac taki poziom cywilizacyjny i taka wydajnosc pracy, ze jest to mozliwe.
A teraz wracajac do tematu: wiekszosc wie, ze jestem zwolenniczka kas budowlanych.
Wydaje mi sie, ze faktycznie taka premia jest za wysoka, miala moze uzasadnienie w momencie uchwalania ustawy, bo inflacja byla wtedy wyzsza.
I faktycznie potrzebujemy tych kas nie tylko aby finasowac nowe mieszkania i domy, ale takze aby ulatwic wieksze remonty starszych domow. Z tego co obserwuje na osiedlu, gdzie stoi dom rodzicow, wiekszosc wlascicieli z braku srodkow finasowych robi wszystko na raty i nie moze sobie pozwolic na remont generalny domu 40-50-letniego.
Mergiel to tez olbrzymi rynek dla calego przemyslu budowlanego i sporo miejsc pracy.
Pojawil sie tutaj w dyskusji ciekawy watek aglomeracji. I narzekanie, ze Wroclaw traci mieszkancow. GOP traci ich juz od 20 lat, ale mam wrazenie, ze w chwili obecnej jakosc zycia tak sie dzieki temu podnosi.
Wiecie panstwo, ze coraz czesciej ludzie kupuja mieszkania sasiadow w niskich blokach z czasow gierkowskich i uzyskuje przyzwoite mieszkanie na osiedlu z niezla infrastruktura i polaczeniami komunikacyjnymi?
Moze po likwidacji RnS mieszkania na wtornym rynku na tyle stanieja, ze mlodzi ludzi, zwlaszcza ci, ktorzy nie maja zbyt wysokich dochodow, beda mieli szanse kupienia mieszkania, ktore splaca za 10 lat, tak aby potem przeniesc sie do mieszkania lub segmentu "docelowego". Naturalnie jesli nie zmadrzeja i nie zaczna wynajmowac.

@folarx
Musze cie zmartwic: Franfurt jest w bardzo zlej kondycji finasowej, mocno zadluzony.
Podatkow to banki w Niemczech prawie nie placa, wszystko ksieguja w Irlandii, nalezna miastu czesc podatku dochodowego mieszkancow jest tez niewielka, bo najlepiej zarabiajacy mieszkaja poza Frankfurtem.
Ten sam problem ma Berlin i Hamburg (chociaz tam jest troche lepiej).


-
2010/05/12 14:08:05
@mara571

No nie jest moze Frankfurt jakimś tam El Dorado, no ale z zadłużeniem to długi Frankfurtu to można przyrównać do długów Manchesteru United, który co roku ma wielkie długi i wypracowuje wielkie zyski. Taki to już urok dzisiejszych finansów. Równie dobrze można by powiedzić, że każdy kto ma kredyt hipoteczny to jest w złej kondycji finansowej. Ważne jest co stoi za kredytem, a tutaj myślę, że w takich miastach jak Frankfurt to sie nikt o długi za bardzo nie martwi. Także oby u nas taki dłużnik wyrósł czym prędzej. Chociaż nie. Przecież jednego takiego juz mamy i w sumie przędzie nie najgorzej. WARSZAWA.

www.zyciewarszawy.pl/artykul/434848_Zadluzenie_Warszawy_zbliza_sie_do_granicy_bezpieczenstwa.html

Wizje może dosyć mroczne, ale jednak jak bym się o Warszawę tak nie martwił.
-
2010/05/13 06:17:42
Ad Mara
Wskazane by było czytanie ze zrozumieniem, dokładnie określałem dziedziny, w których neguję konieczność państwowego sponsoringu, a nawet wykazuję jego szkodliwość, a w których konieczne jest wywiązywanie się państwa ze swoich obowiązków. Fajnie jest wydawać pieniądze, tylko, że w chwili obecnej państwo ma potężny deficyt finansowy W chwili obecnej zaś mamy typowo socjalistyczne państwo, które daje tym którzy głośniej krzyczą. Politycy nie kierują się przesłankami merytorycznymi i rachunkiem ekonomicznym, tylko politycznym, liczą się tylko potencjalni wyborcy. Pomaga się tym dziedzinom, które powinny radzić sobie same. Na żenujące argumenty dotyczące mojego wieku, czy pozbawione głębszej analizy porównania, np. nawiązywanie do fatalnej edukacji publicznej w USA, National Health Service czy socjalu w Europie zachodniej, której w chwili obecnej z powodu zadłużenia grozi bankructwo, nie będę tutaj odpowiadał. Swoje poglądy wyrażam, głównie na stronach Instytutu im. Misesa. Pragnę zwrócić jedynie uwagę, że w tej chwili istnieje gospodarczy konflikt pomiędzy światem zachodnim z rozbudowanym socjalem i zadłużonym na poczet przyszłych pokoleń, z prężną gospodarką chińską, indyjską, brazylijską, koreańską, gdzie te państwa nie są obciążone rozbuchanymi socjalnymi roszczeniami. Wojny proszę Pani wygrywa się na pustych brzuchach. Można zazdrościć Niemcom ich socjalu, ale trzeba wiedzieć, że zapracował na niego oszczędny w wydatkach ordoliberalizm. Sądziłem, że jest to blog gospodarczy, a zamiast z merytoryczną dyskusją spotykam się bardziej z opisami wrażeń estetycznych.
Pozdrowienia Mergiel
-
2013/06/14 12:38:17
Pomysł z kasami uważam za trafiony i godny zainteresowania. Trzeba tylko pamiętać w tym wszystkim, że ważne są też ubezpieczenia budowlane związane z ryzykami inwestycyjnymi.