Blog > Komentarze do wpisu

Ceny mieszkań według AMRON

Dość długo czekaliśmy na dane o cenach transakcyjnych AMRON-u. Cóż, potwierdziły one, że weszliśmy w okres stabilizacji cen. Co ciekawe, gdy popatrzymy na liczbę udzielanych kredytów w poszczególnych kwartałach, to widać jak duży jest jej związek z cenami mieszkań. Gdy banki zaczęły odkręcać śrubę kredytową w drugim kwartale ubiegłego roku, spadek cen wyraźnie wyhamował. Z kolei w trzecim i czwartym kwartale, w niektórych miastach (w Warszawie, Łodzi i Krakowie) ceny nawet lekko odbiły.

liczba kredytów

ceny transakcyjne

Na miejscu deweloperów cieszyłbym się, że rynek się ożywił, ale równocześnie martwiłbym się, czy aby to ożywienie nie jest krótkotrwałe. Np. w przyszłym roku może wzrosnąć oprocentowanie kredytów złotowych, bo Rada Polityki Pieniężnej zacznie podnosić stopy procentowe. Te są rekordowo niskie także w strefie euro, więc ich wzrost jest tylko kwestią czasu. Na miejscu potencjalnych kredytobiorców nie rzucałbym się na taki kredyt, bo choć jest tańszy od złotowego, ma jedną podstawową wadę - sporo wyższą marżę, którą pobiera bank. Może więc lepiej poczekać, aż banki ją obniżą? Odsyłam do rad dla kredytobiorców autorstwa Andrzeja Saniewskiego.
Mnie cieszy, że szef AMRON-u Jacek Furga już nie powtarza tezy lansowanej przez Polski Związek Firm Deweloperskich, że ponieważ w ubiegłym roku spadła liczba  inwestycji, to w tym roku ceny mieszkań zaczną rosnąć. Powiedzmy sobie szczerze, takiego scenariusza nie można wykluczyć w największych aglomeracjach. Jednak chyba większe jest prawdopodobieństwo, że spadek cen realnych (uwzględniający inflację) jeszcze jakiś czas potrwa. Bo ilu jest klientów skłonnych wyłożyć gotówkę? Niewielu. Także grupa klientów z wysoką zdolnością kredytową się kurczy. Długotrwałe ożywienie rynku (duży wzrost popytu na mieszkania) jest możliwe, ale pod warunkiem, że banki znów zaczęłyby udzielać kredytów lekką ręką (w to nie wierzę), albo wzrosłyby dochody i znacznie spadło bezrobocie (jeszcze nie w tym roku), albo spadłyby (urealniły) ceny mieszkań. Stawiam na to trzecie rozwiązanie. Radziłbym jednak nie liczyć na to, że potanieją absolutnie wszystkie mieszkania. Zgadzam się z prof. Jackiem Łaszkiem z SGH, że będą one coraz bardziej zróżnicowane pod względem cen. Dzięki temu coraz więcej osób będzie mogło znaleźć coś dla siebie.
Żeby nie zanudzać Państwa, na razie poprzestanę na tych uwagach. Pokażę natomiast ciekawe wykresy z najnowszego raportu Związku Banków Polskich.

Ps. Zapytałem Jacka Furgę, dlaczego dane AMRON-u są publikowane po przeszło dwóch miesiącach od zakończenia kwartału. Furga wyjaśnił mi, że szybciej się nie da, bo długo spływają z banków dane o cenach  transakcyjnych. Przy okazji dowiedziałem się, że być może jeszcze w tym roku każdy będzie miał dostęp do danych AMRON-u. Np. będzie można sprawdzić jakie ceny transakcyjne odnotowano w interesującej nas lokalizacji.

ceny

ceny warszawa

 

ceny Śląsk

 

powierzchnia mieszkań

jaki wkład własny

czwartek, 11 marca 2010, mieszkaniowyblox.pl

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/03/11 17:41:32
Interesujące zestawienia, mnie zainteresował spektakularny wzrost cen w moim Białymstoku o 100% w 1,5 roku i dalej, tak jak przypuszczałem, wielomiesięczna i całe szczęście praktycznie nieudana próba sforsowania pułapu 4,5 tys. Cóż w tym mieście nawet 4 tys. jest sumą absurdalną, fakt, że rynek napędzają (trochę) dzieci rolników przyrządzających "do miasta" na studia (a hektary jak wiadomo też podrożały więc jest co sprzedać), ale czy starczy to na długo? Wśród moich znajomych nowe kupili prawie wszyscy, zostało kilku frustratów na starym, ale ewidentnie bez gotówki i zdolności kredytowej. Kilka tygodni temu na imprezce podszedł do mnie jakiś goguś i pierwsze pytanie, które mi zadał to czy mam kredyt we frankach czy w złotówkach. Jako, że jestem bez kuli u nogi nie znaleźliśmy wspólnego tematu, ale tak myślę, coś w tym jest. Mamy dziś pokolenie "franki czy złotówki" (FcZ) - takie zombi, które żyje tylko po to by spłacać kredyt, którego sensem życia nie jest rodzina, dzieci, rozwój, hobby, podróże itp. tylko nazbieranie na kolejną ratę. (żeby nie było - nie każdy kto ma kredyt jest zombi, cześć ludzi po prostu na to stać - stać na kredyt). Dobrze, że ten kryzys przyszedł bo za 10 lat kliniki psychiatryczne byłyby przepełnione (o ile już nie są), aha, jest też grupa "mam zainwestowane miliony" tj. takich, którzy odziedziczyli kwadrat w wielkiej płycie i są przekonani, że puszczą go no 7-7,5 tys. minimum, bo przecież są tam kafelki w pięknym różu, który babcia tak lubiła... (W Białymstoku w centrum nowe mieszkania to ok. 5,5 tys), to kolejna grupa przegranych bo niby mają, tyle że pod te "mam" zrobili już spoooro wydatków na zaś.

Odkładając te nic nie znaczące dywagacje, z autentyczną pasją czekam co się stanie w perspektywie kilkunastu miesięcy na rynku. U nas place budów rosną lepiej niż za Gierka, ale może developerzy wiedzą lepiej...
-
2010/03/11 17:53:52
Panie Marku,

skad to przekonanie, ze Rada Polityki pienieznej podniesie stopy dopiero w przyszlym roku? Czy wynika to ze nowego skladu Rady?
Czy jesli EBC podniesie stopy w tym roku o 0,75-1%, a tego oczekuje wiekszosc bankowcow w Europie nie bedzie konieczny podobny ruch w Polsce.
Bo inflacja w Polsce bedzie rosnac, wzrost cen energii elektrycznej, gazu, benzyny i diesla pociagnie za soba wzrost cen innych produktow.
-
2010/03/11 21:01:37
mara571 czytuje Twoje komentarze od jakiegos czasu i czesto sie z Toba zgadzam. Tym razem mam jednak pytanie: czy oczekiwania to faktyczne podniesienie stop? Nie znam sie za bardzo na ekonomii ale jak na moj prosty rozum to jest kilka czynnikow, ktore moga wplynac na decyzje. Nie tylko inflacja. Podniesienie stop ma na celu zmiejszenie ilosci pieniadza na rynku, a co za tym idzie zahamowanie wzrostu cen bo firmy sie beda o kase bily (czyli beda chcialy konkurowac cena o klienta). W chwili obecnej nie ma wyraznego ozywienia w gospodarce, bezrobocie rosnie. Firmy tna koszty, a banki sie nastawiaja na kredyty hipoteczne, a nie na inwestycyjne dla firm. Jak dla mnie w takiej sytuacji to raczej Rada zbyt pochopnie nie podniesie stop.
-
2010/03/11 21:21:31
Ja bym z tych średnich takich wniosków nie wyciągała. Wzrost czy stabilizacja średnich cen metra kwadratowego może mieć przyczynę w liczniejszych transakcjach dotyczących mieszkań o mniejszej powierzchni, a tym samym o niższej cenie! Takie też sygnały trafiają z innych analiz .
O tym co się dzieje na rynku a raczej wielu rynkach nieruchomości , bo rynek nieruchomości składa się z wielu raczej rozłącznych rynków mówią informacje;
Liczbie transakcji
Średnich i medianach cen całkowitych mieszkań
Średnich i medianach cen metra kwadratowego
Średniej i medianie powierzchni mieszkań sprzedawanych
I inne też np.: uwzględniające lokalizację ,liczbę pomieszczeń itd
Jak nie ma porządnych danych to należałoby po prostu prześledzić zmiany cen mieszkań jednorodnych np. za ile sprzedawano w ciągu 10 ostatnich lat typowe dwa pokoje z ciemną kuchnią za Żelazną Bramą (39 mkw ) tam jest tyle mieszkań identycznych ,że dałoby się takie dane zebrać . Można też analizować razem z tymi cenami ceny najmu takich lokali .Prędzej takie badanie szczegółu pozwoli wyciągać ogólniejsze wnioski niż dodawanie konia ,słonia i gęsi i wyliczanie średniej wagi
Dla mnie ewidentnym sygnałem ,ze ceny mieszkań muszą jeszcze spaść jest zbyt niska rentowność najmu .
-
2010/03/12 11:30:29
Parę uwag odnośnie raportu.

1) Proszę zwrócić uwagę na spadek liczby umów kredytowych. Ostatnie dwa kwartały 2008 r. było ich 164 tys. Rok później tylko 104 tys., czyli o jedną trzecią mniej. Spadek popytu na mieszkania o jedną trzecią jest silną przesłanką za dalszym spadkiem cen.

2) Wykres 17 pokazuje, że spada popyt na mieszkania powyżej 55 m2 a rośnie na te poniżej 55 m2. To oznacza, że ludzi nie stać na większe mieszkania i szukają mniejszych, co sugeruje, że ceny mieszkań dużych będą spadały szybciej.

-
2010/03/12 11:55:12
Zgadza sie. Wykażę to na liczbach w kolejnym wpisie w blogu.
-
2010/03/13 12:25:23
witam
nie nawołujemy do przyspieszenia decyzji o zaciągnięciu kredytu. Konsultowaliśmy się z paroma bankami, żeby sprawdzić, co decyduje o tym, że kupujący mieszkania w programie RnS porusza się w ramach limitów z I kwartału, albo już z następnego. W kilku wypadkach stwierdzono, że decyduje data złożenia wniosku kredytowego.
Samo złożenie wniosku nic nie kosztuje i nie rodzi żadnych konsekwencji.
Więc jeśli istnieje ryzyko, że limity zmienią się na niekorzyść kupujących, to można zabezpieczyć swoje interesy w bardzo prosty sposób. Ot i tyle.
Oczywiście kwestią otwartą jest, co się stanie jeśli limity zostaną zmniejszone? Czy to oznacza, że część oferty wypadnie z obszaru działania, czy też wręcz przeciwnie - oferta zostanie ponownie dostosowana (nastąpią obniżki cen). Uważam, że jeśli limity spadną o 2-3 proc. (a tego właśnie spodziewam się w pierwszym "rzucie"), oferta rynkowa zostanie dostosowana do nowych limitów.
Być może - tak jak Pan pisze - limity nie zostaną zmienione. Łatwo będzie nas posądzić o naganianie, ale nie uważam wcale, żeby nasze prognozy były błędne. Uznałbym raczej, że błędne są metody wyznaczania wskaźników, kompletnie oderwane od zasad rynkowych, co rodzi widoczne patologie. Ale to już temat na inną dyskusję.
Również uważam, że zarezerwowanie prawie 300 mln PLN na program RnS jest skandaliczne w zestawieniu z 20 mln na budownictwo komunalne. Za 274 mln PLN można zbudować ok. tysiąc mieszkań. Ale jeśli te same pieniądze wykorzystać jako gwarancje kredytowe (a tym w gruncie rzeczy RnS jest), administracja publiczna mogłaby budować nawet 7-8 tys. mieszkań komunalnych rocznie, przybliżając się do rozwiązania problemu mieszkaniowego o wiele skuteczniej niż dotując deweloperów i banki programem RnS. Ale do tego trzeba mieć też wolę działania. Znacznie łatwiej zrzucić jest tę wolę na "siły wolnego rynku". Tak właśnie odczytuję cały program RnS - jako wyraz lenistwa i niekompetencji ustawodawcy, czyli przekazanie "niczyich" bo państwowych pieniędzy w niby szlachetnym celu. Też jestem podatnikiem i też nie mam ochoty pracować na zyski banków i deweloperów. Zastrzegam, że to prywatna opinia podatnika, nie analityka :)
Emil Szweda
-
2010/03/13 12:26:45
hmm, skomentowałem nie ten wpis :) dotyczy tego powyżej, rzecz jasna
wyborcza.pl
Marek Wielgo

Od ponad 17 lat dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Od 16 lat w dziale gospodarczym „Gazety”, gdzie zajmuje się nie tylko problematyką związaną z budownictwem i rynkiem nieruchomości (w tym m.in. kwestiami finansowymi), ale także reprywatyzacją i rynkiem zamówień publicznych.
Wielokrotnie wyróżniany nagrodami, w tym m.in. honorowym medalem im. Króla Kazimierza Wielkiego za propagowanie na forum „Gazety Wyborczej” zarządzania jakością, popularyzację wzorców dobrej jakości w budownictwie i gospodarowaniu nieruchomościami (w 2003 r.). W 2001 r. i 1999 r. nominowany do prestiżowej nagrody dziennikarskiej pisma „Press” w kategoriach „dziennikarstwo specjalistyczne” oraz „news”

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac